Ta sama rozprawa, ale inny goral - Oskarzony zatem zadal posz...

.
kredyt hipoteczny
rynek mieszkaniowy
biuro
nieruchomo¶ci
kredyty mieszkaniowe

 
























Najlepsze oferty!


Humor!



W Moskwie rozmawia Wania z Sierioza:
- Ty, ile teraz kosztuje jeden "Pershing"?
- Straszne pieniadze.
- To patrz, ile forsy do nas leci...


- Wiesz Maryna dupcylam sie z inteligentem !
- No i jak bylo ?
- Ty wiesz On mial PENISA !
- Ooo !, a co to takiego ?
- Taki huj, ino gietki !


Graja sadysta z pedalem w karty i sie umowili ze ktory wygra, to z
przegranym zrobi co zechce.
Wygral pedal. Sadysta mowi
- To pewnie mnie przelecisz?
- Pewnie tak - odpowiedzial pedal i co powiedzial to zrobil.
Ale graj dalej i nastepny raz wygral sadysta.
Wzial wkrecil pedalowi penisa w imadlo i ostrzy brzytwe.
Pedal ze strachem:
- Obetniesz mi?
A sadysta na to:
- Sam sobie obetniesz, jak ta bude podpale...


pyzdra i kwiczol pracowali w kopalni. pewnego dnia pyzdra skonczyl
wczesniej i zostawil wiadomosc koledze na scianie: kwiczol jak bedziesz
tedy szedl to zabierz moja lopate, bo jo musze juz isc; na drugi dzien
pyzdra przychodzi do pracy i czyta napis na scianie: pyzdra nie wziolem
twojej lopaty bom tedy nie przechodziol - kwiczol.


- Dzien dobry,panie doktorze,jestem Napoleon Bonaparte..
- I uwaza pan,ze cos jest z panem nie w porzadku?
- Alez ze mna jest wszystko w porzadku,gorzej z moja zona.Ona
twierdzi,ze nazywa sie Kowalska...


- Czy oskarzony byl juz karany?
- Tak, za konkurencje.
- Za konkurencje sie nie karze. Co oskarzony konkretnie robil?
- Banknoty. Dokladnie takie same jak mennica panstwowa.


W bardzo zlym humorze fukajacy mis, chodzi po lesie, szukajac
komu by tu guza nabic. Nawinal mu sie zajac:
Mis: Czego ty zajac po lesie bez czapki sie wloczysz?
Zajac: No, bo, ja tego ...
Mis: SRU! zajacowi w leb!
Troche mu to ulzylo, ale nie na dlugo. Po jakims czasie, znowu
zrobil sie chmurny, znowu szukal kogos, na kim moglby sie
wyladowac. Spotkal wilka, zwierzyl mu sie, wilk mu poradzil
aby poszli do zajaca.
Mis: Ale juz dalem zajacowi raz...
Wilk: Co sie tam bedziesz przejmowal, daj mu jeszcze raz!
Mis: Ale, za co?
Wilk: Popros go o papierosa. Jak ci da z filtrem, to mu chlasniesz
bo chciales bez filtra, a jak ci da be filtra ...
Mis: No dobra...
Ida, spotykaja zajaca:
Mis: Te, zajac daj papierosa!
Zajac: A z filtrem, czy bez filtra?
Mis: ... A czego ty zajac ciagle po lesie bez czapki sie wloczysz?


Co pozostaje wdowie po gorniku?
- wyrabany przodek.


Ta sama rozprawa, ale inny goral
- Oskarzony zatem zadal poszkodowanemu kilkanascie ciosow
piescia po czym dwukrotnie kopnal lezacego a nastepnie
wrzucil go do studni?
- Jasne, ze tak. Utopic takiego gada chciolem!
- Czy oskarzony chce cos jeszcze dodac?
- A nie, on ma juz dosc...

Opisy gg!



Nauka nie rozum, rozum - nie nauka.
Widzew he has never died , and he never die
danke ,bitte ist caput
Wyszłam za m±ż, zaraz wracam.
KtO PiJe MlEkO TeN ŻyGa DaLeKo!!! :p
Je¶li dobry Boże nam nie pomożesz to zgubi± się serca dwa...
..::: Miała baba Koguta:::..
CałaWodaZe¦wiataWrurce1cm-owejToTaRurkaJestTakaDługaŻeJaPierdole:D....
Je voudrais sentir ton presence, etre avec toi toute le temps...
No more meaning to my life, no more reason to stay...

Strefa gracza...!


Wiedza powszechna!


Stany Zjednoczone. Historia


Stany Zjednoczone. Historia Pocz±tek Stanom Zjednoczonym dała angielska kolonizacja zamieszkanej przez Indian Ameryki Północnej. Pierwsz± trwał± osadę Anglicy założyli 1607 na wyspie Jamestown (ob. w Wirginii). W 1620 do tzw. Nowej Anglii dotarli ojcowie pielgrzymi (grupa purytańskich osadników). Stopniowo pas między Oceanem Atlantyckim a Appalachami był zasiedlany od północy (ob. stan Maine) po południa (ob. stan Georgia) przez imigrantów z Anglii, szukaj±cych w Ameryce godziwych warunków życia, swobody religijnej i politycznej, którzy tworzyli tutaj zwarte kolonie. W XVII w. napłynęli na te tereny także Szwedzi i Holendrzy (kolonia Nowy Amsterdam, następnie Nowy Jork), a na pocz. XVIII w. — Niemcy oraz Szkoci i Irlandczycy. Jedn± z głównych zachęt dla imigrantów była obfito¶ć i łatwo¶ć zdobycia ziemi, na której (w koloniach północnych) zakładano farmy albo (w koloniach południowych) plantacje. Na plantacjach wykorzystywano pracę niewolników murzyńskich, których od 1618 sprowa...

Izrael. Historia.


Izrael. Historia. Po zburzeniu ¦wi±tyni Jerozolimskiej i rozproszeniu Żydów w diasporze utrzymywała się wiara w przyj¶cie mesjasza, który odbuduje Królestwo Izraela. W XIX w. pojawili się my¶liciele, którzy dowodzili, że przyspieszyć to może osadnictwo żydowskie w Palestynie. Nasilenie antysemityzmu w Rosji na pocz±tku lat 80. XIX w. spowodowało falę wychodĽstwa Żydów do Palestyny (pierwsza alija), a wkrótce T. Herzl sformułował program budowy państwa Żydów w Palestynie (na tej podstawie rozwin±ł się syjonizm). Starania działaczy syjonistycznych doprowadziły 1917 do deklaracji brytyjskiego ministra A.J. Balfoura, zapowiadaj±cej utworzenie „żydowskiej siedziby narodowej” w Palestynie. Po 1918 rozwinęła się rosn±ca szybko imigracja Żydów (zwł. z Europy ¦rodkowowschodniej) do administrowanej przez Wielk± Brytanię Palestyny. Wzrost liczby Żydów doprowadził do konfliktów zbrojnych. Władze brytyjskie ograniczały imigrację żydowsk±, co wywołało protesty organizacji syjonistyczny...

Encyklopedia!


POLSKIE LOTNICTWO WOJSKOWE


Polskie lotnictwo wojskowe, samolot bojowy P11 z okresu II wojny ¶wiatowej bojowe i pomocnicze jednostki lotnicze WP i Polskich Sił Zbrojnych; zacz±tki 1918 w Korpusie Wsch. gen. J. Dowbora-Mu¶nickiego i Armii Polskiej we Francji; 1920 ok. 200 samolotów, w wojnie z bolszewikami i walkach z Ukraińcami prowadziły gł. rozpoznanie i ł±czno¶ć; od 1933 wyposażone w sprzęt pol. produkcji (bombowce "kara¶", po 1937 "ło¶", my¶liwce PZL); do 1939 kolejni d-cy: generałowie A. Lévéque (Francuz), W. Zagórski, L. Rayski, W. Kalkus, inspektor lotnictwa gen. J. Zaj±c; 1 IX 1939 liczyło ok. 750 maszyn (15 bojowych eskadr my¶liwskich, 9 bombowych, 7 rozpoznawczych i 12 obserwacyjnych przydzielonych armiom, Naczelny Wódz dysponował brygadami: po¶cigow± i bombow±); my¶liwce str±ciły 43 wrogie maszyny trac±c 38, bombowce atakowały niem. jednostki pancerno-motorowe w rejonach Częstochowy, Herbów Nowych, Radomska, Wielunia, Kamieńska; w całej kampanii polscy lotnicy str±cili ok. 150 z ok. 2 tys. niem. s...

PETERSBURG


Petersburg, Pałac Puszkina miasto obwodowe i port w Rosji w delcie Newy, nad Zat. Fińsk±; pow. 670 km2, zespół miejski ok. 1439 km2; 4,9 mln mieszk. (2000); gł. m. kraju po Moskwie; przem. maszynowy, stoczniowy, elektroniczny, hutniczy, chem., włókienniczy, odzieżowy, skórzany, drzewny, poligraficzny, materiałów bud., spoż.; lotnisko międzynarodowe; 41 szkół wyższych (uniw. zał. 1819), ok. 180 inst. nauk.; obserwatorium astr. w Pułkowie; filharmonia zał. 1862; Teatr Opery i Baletu; liczne muzea (największe Ermitaż, Morskie); zabytki z XVIII w.: Pałac Zimowy, klasztor Smolny z soborem; pałac Marmurowy; z XIX w.: sobory Kazański i ¶w. Izaaka, Admiralicja, Inst. Smolny, Giełda Morska, pałace Senatu i Synodu, Michajłowski; Teatr A.S. Puszkina (dawn. Aleksandryjski) i in.; wznoszone od 1703 przez architektów ros. i zagr., sprowadzonych przez cara Piotra I; 1712-1918 stol. Rosji: 1715 zał. Akad. Morska, 1724 Akad. Nauk, 1733 Szkoła Med., 1773 Inst. Górn.; 1825 o¶r. powstania dekabrystów...

Wielka literatura!



ej, białej szacie u stóp ogromnych, wysoko ku górze spiętrzonych schodów. Purpurowa materia okrywała stopnie, a dokoła równymi rzędami, niby promienie słoneczne zastygłe w locie, biegły smukłe i strzeliste złote kolumny. Nie zdaj±c sobie sprawy, gdzie się znajduje, instynktem raczej kieruj±c się niż okre¶lonym celem, zaczęła powoli wspinać się po schodach. Wtedy kolumny, jakby nagle ożyły - zafalowały ¶piewnie i podobne ¶wiatłu, które gra pełni± południowego blasku na dojrzałych drzewach, poczęły płyn±ć ku górze. Uczuła się wtedy, jak nigdy jeszcze dot±d, lekka i radosna. Nagle zdała sobie sprawę, że z chwil±, gdy znajdzie się na szczycie schodów, będzie musiała z nadmiaru szczę¶cia umrzeć... Anna gorzko u¶miechnęła się. Gdy pamięć przywoływała to dawne wspomnienie, zawsze ogarniało j± wrażenie, iż cała odległa przeszło¶ć w stosunku do życia obecnego jest czym¶ nierealnym, jak gdyby zamkniętym kręgiem zdarzeń należ±cych do innego zupełnie człowieka. Nie znajdowała żadnej ł±czno¶ci pom

c na kresach wschodnich. Za pieni±dze, które mu przypadły z podziału, wybudował domek i urz±dził sklep z wyszynkiem. Zadowolony był ze spotkania. Zaproponował kolację. Wst±pili razem do baru. Ci±gle opowiadał o sobie. Ale Anna wiedziała, że szybko zdał sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajdowała. Nie potrzebował pytać. Była ubrana Ľle, z tandetn± jaskrawo¶ci±, wygl±dała niezdrowo; chciwie, choć starała się panować nad ruchami, rzuciła się na gor±ce jedzenie. Gdy zaproponował jej wyjazd do Sedelnik w wiadomym celu, zgodziła się bez wahania. Nie miała nic do stracenia. W Warszawie czekał j± tylko głód, a w niedalekiej przyszło¶ci szpital lub żebranina pod ko¶ciołem. Ludzie? Uważała, że wszędzie s± ci sami, jednakowo Ľli. Wolała więc o tym nie my¶leć, cieszyć się raczej, że znajdzie się na wsi. W pewnym momencie, gdy wyobraziła sobie pola i lasy, krajobraz od tylu lat nie widziany, odżyły w niej bolesnym szarpnięciem najdawniejsze, rzadko budz±ce się wspomnienia. Wychyn±ł z mroku cz

itowka. - Trudno. Nic się na to nie poradzi. - Ale nie zawsze dobrze się na tym wychodzi. - Je¶li umie się milczeć. Nawrocki spojrzał na kupca i roze¶miał się niespodziewanie młodo i pogodnie. - Je¶li musi się milczeć, chciał pan chyba powiedzieć. Litowka przygryzł wargi. Tamten powoli zacz±ł zapinać płaszcz. Ci±gle jeszcze u¶miechał się rado¶nie, z chłopięc± niemal przekor±. - Aha, panie Litowka, je¶li pan jest rzeczywi¶cie tak ciekawy, jak pan twierdzi, to pewnie chętnie się pan dowie czego¶ o swoim przyjacielu? Litowka nastawił uszu. - Przyjacielu? - Burak był pana przyjacielem, nie? - Stara historia! - b±kn±ł Litowka. - Ale ciekawa. Tu Litowka nie wytrzymał. Wesoło¶ć posterunkowego szarpnęła jego spokojem. Wsparty na szeroko rozstawionych dłoniach, uniósł nad kontuar swój przysadzisty tułów, żyły nabrzmiały mu na skroniach, oczy nabiegły krwi±. Krzykn±ł: - Nic nie wiedziałem, już wtedy panu powiedziałem, że nie wiedziałem, że to kradziony towar. Nawrocki pstrykn±ł lek
Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. „Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu...” Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie. - Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie. - Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie... Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie. - Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste... Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia. - Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji... Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta. - Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie. - Chwileczke, dobrze? - poprosilam. Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania? - W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech. - Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi! - Dziekuje panu... - Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil? Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro. W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie. - Slucham? Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia? - Nie. - Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni? - To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki. - Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz? - Oczywiscie! - Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen... - Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu! - Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal. - Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku! - Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin? - Nie. Nie mam pojecia... - Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci! Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku. - Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? Jakież to proste! Rzeczywiscie, czegóż ja się niepokoję! - pomyslała. - Co mnie to obchodzi? Niech go zabije. Niech go zabije!” - powtórzyła prawie na głos i z zacięta radoscia. Morawiec szybko zasnał. Z poczatku zły miał sen: rzucał się goraczkowo, szeptał jakies niedokończone słowa, głowę miał rozpalona, usta szeroko rozchylone ciężko wciagały powietrze. Ale powoli jego chrapliwy i przyspieszony oddech stawał się coraz spokojniejszy, wreszcie przeszedł w równy, odpoczynek dajacy rytm. Jednak ksiadz Siecheń ciagle jeszcze nie mógł zdecydować się na odejscie. Wprawdzie bardzo już przemarzł, miał dreszcze i zmęczenie czuł coraz większe, ale ilekroć podnosił się i czynił krok w kierunku wyjscia, wydawało mu się, że Morawiec budzi się. Wracał więc i choć zaraz przekonywał się o swojej omyłce, z powrotem jakby sobie nie dowierzał, siadał na ziemi. I jedynie pojawiajaca się od czasu do czasu mysl o Michasiu odrywała go od spiacego. Czuł przecież w sobie spokój, owa ciszę, o która tyle razy się modlił, lecz która znał tak mało, iż gdy zjawiła się, wydała mu się z poczatku czyms bardzo niepewnym, prawie ubogim. Znużenie nie pozwalało mu jednak mysleć. Ale nie oskarżył siebie, znalazł pewna przyjemnosć w stanie tego trzezwego odrętwienia. I w pewnej chwili wydało mu się, że to wewnętrzne milczenie, ta dziwna cisza serca wysuwa ze swojej głębi tajemnicze więzy i wszystko, cokolwiek na swiecie istnieje, oplatuje i łaczy tymi znakami. Gdy zamykał oczy, szum wiatru odpływał pod jego powiekami, a w palcach, dotykalna i bliska, rosła czysta cisza, wieża smukła i bezszelestna, ogrom pnacy się ku niebu nieruchomym obłokiem. Spokój. Gwałtowne szarpnięcie okiennicy poderwało Seweryna na nogi. Wytraconemu tak nagle z leniwego odrętwienia wydawało się w pierwszej chwili, że ktos pięscia dobija się do okna. Zawahał się, czy nie powinien wyjrzeć na dwór i sprawdzić. Ale gdy podszedł bliżej, nowy łoskot, który długim drżeniem przebiegł wzdłuż sciany, uswiadomił mu, że to tylko wiatr. Rzeczywiscie wichura wzmagała się. Wsród ciemnych nalotów, niby wsród ciagu ogromnych skrzydeł, szum drzew zataczał monotonne kręgi, coraz głębszymi wirami przenikajac w dygocaca otchłań. Z odległej częsci parku dobiegł krzyk puszczyka. „Noc woła!” - usmiechnał się Seweryn. Było kilka minut po wpół do dziesiatej. Zdecydowawszy, że jest już za pózno na kładzenie się, Seweryn nałożył marynarkę, przeczesał starannie przed lustrem włosy, poprawił krawat. „Nie, niczego nie znać na mojej twarzy” - upewnił się jeszcze raz. Ale ledwie to pomyslał, ogarniajac siebie jednoczesnie uważnym spojrzeniem, uderzył go we własnych oczach zimny blask, chłód, którego nie znał, a dokoła ust grymas, który zrobił na nim wrażenie obcego. Usmiechnał się odruchowo, jak gdyby chciał z siebie zetrzeć tę obcosć. Jednak grymas nie tylko nie zniknał, lecz jeszcze głębsza linia wessał się w rozchylone wargi, nadajac im wbrew pozorom niefrasobliwego przegięcia wyraz okrutnej pożadliwosci. Seweryn szybko się odwrócił. „Ciekawy jestem - pomyslał - czy to własnie to zauważył we mnie ten księżowy smarkacz? Cóż za głupstwa! A ręce? Prawda, to znowu ten pijaczyna cos wygadywał...” Podniósł wolnym ruchem swoje dłonie do swiatła: były smukłe, silne, choć delikatne. Któż to mówił mu ostatnio, że sa tak piękne? Od razu przypomniał sobie pewna młoda aktorkę, z nocnego lokalu na Montmartrze, mała Zizi, która nad ranem, pijana, gdy dansing pustoszał, przysiadła się do niego i jak pisklę, przytuliwszy mu się do ramienia swoimi ledwie rozwiniętymi piersiami, zaczęła całować go po rękach, i prosić, aby choć na jeden dzień zabrał ja z soba. Obiecywała, że nazajutrz sama pójdzie, nie będzie potrzebował jej wyrzucać. Chciała choć przez kilka godzin nie czuć samotnosci. Podobała mu się. Odmówił jednak szorstko i brutalnie, w sposób, w jaki możemy odpędzać tylko tych, o których wiemy, że im na nas zależy. Gdy odchodziła zupełnie już trzezwa, jej okragłe, duże ciemne oczy były pełne łez. Gryzła wargi, żeby nie rozpłakać się na głos. W kilka dni pózniej, nie wiedzac, co zrobić z wieczorem, zaszedł do tego samego lokalu i spytał o Zizi. Okazało się, że nie żyje. Własnie poprzedniego dnia umarła w szpitalu: otruła się weronalem. Jednoczesnie z tym wspomnieniem zadzwięczała Sewerynowi w uszach melodia, która tego drugiego wieczora grała kilka razy orkiestra. Była to piosenka z filmu „14 lipiec”, walc smutny i spokojny, często niesiony monotonnymi dzwiękami katarynek po waskich i krętych uliczkach, pod niebem pogodnym i zasnutym zwolnionymi dymami. Przyćmiono swiatła, niesmiała smuga reflektora rozpylała na parkiecie srebrzysta niebieskosć, pary stłoczone jedna przy drugiej kołysały się równo i łagodnie, jak gdyby zaklęte na krótka chwilę lunatycznym snem. Od strony baru dobiegał brzęk szklanek. Seweryn tańczył z jedna z miejscowych dziewczyn. Zarzuciwszy mu ramiona na szyję, nuciła półgłosem piosenkę. „Znałas mała Zizi?” - spytał. Oczywiscie znała. „Biedna!” - powiedziała z akcentem tkliwosci w głosie. Seweryn chciał się dowiedzieć, dlaczego popełniła samobójstwo. Wzruszyła tylko ramionami: „Czyż to można wiedzieć dlaczego? Tego nigdy się nie wie.” „Kochała się w kim?” - badał. „Nie, chyba nie - odpowiedziała. - To była porzadna dziewczyna, na pewno nie miała jeszcze kochanka. Mogłabym przysiac, że szukała ideału. A to niedobrze - zakończyła z żałobna powaga. - Tego można pragnać, ale nie trzeba szukać...” „Niczego się nie szuka - pomyslał Seweryn - wszystko się znajduje...” Podszedł do drzwi i chwilę nasłuchiwał: żaden odgłos nie macił w tej stronie ciszy. A więc! Wyjał z szafy ciepła kurtkę, włożył na siebie, wział czapkę, potem z biurka rewolwer i wsadził go do kieszeni. Nagle pomyslał: „Własciwie, dlaczego ja to wszystko robię? Po co?” I w tej chwili zdał sobie sprawę, że powody, które dotychczas wydawały mu się niezwykłej wagi, sa w rzeczywistosci sztuczne i nieprawdziwe. Nawrocki? Cóż mu z tej strony groziło? Co wskazywało, aby posterunkowy zamierzał opowiadać komukolwiek historię z Burakiem? Z cała pewnoscia wystarczyło mu, że sam wie. Zatem? Seweryn z nerwowym pospiechem zaczał zapinać kurtkę. Czuł, że ani chwili dłużej nie wytrzyma w pokoju. Miał wrażenie, jakby się dusił. Ale w ciagu paru sekund, których potrzebował, aby dojsć do drzwi, ogarnał go nagle tak straszliwy niepokój, iż uderzony nim zachwiał się i żeby nie upasć, musiał oprzeć się o stojace obok krzesło. W tym momencie stracił swiadomosć. Ocknał się nie pamiętajac zupełnie, co się z nim działo. Stał ciagle w tym samym miejscu, wsparty o krzesło, którego poręczy uczepił się kurczowym chwytem palców, i chociaż ostry kant drzewa bolesnie wpił mu się w ciało, bał się opuscić dłoń. Szum w głowie paraliżował w nim energię. Brakowało mu powietrza, przymknał więc oczy, starał się równo oddychać. Powoli przychodził do siebie. Był pewny, że od chwili, w której utracił przytomnosć, upłynęło bardzo wiele czasu. Ale gdy spojrzał na zegarek, przekonał się, że wszystko to nie trwało nawet całej minuty. „Po prostu zawrót głowy” - wytłumaczył sobie. Otrzasnał się, jakby wyszedł z zimnej kapieli. „No, dosyć tego!” - zdecydował. Zgasił swiatło i znalazłszy się na korytarzu zamknał za soba drzwi na klucz. Drogę znał dobrze, mógł swobodnie poruszać się po ciemku. Musiał zreszta przebyć tylko kilka kroków, aby znalezć się przy drzwiach wychodzacych na ogród. Klucz wisiał na scianie, miał jednak przy sobie drugi zapasowy. Noc otoczyła go ciemnoscia i chłodem. Wiatr szarpał mrokiem, kłęby zeschłych lisci jak rzęsisty deszcz szumiały. Chcac uniknać spotkania z nocnym stróżem, Seweryn zaraz z ganku skręcił w boczna aleję, aby okrażywszy dokoła park dotrzeć do małej furtki przez nikogo obecnie nie używanej, a wychodzacej na rozdroże u końca wsi. Podniósł kołnierz i ruszył szybkim krokiem. Z poczatku aleja biegła wzdłuż brzegów Zelwianki. Była to droga zawsze mroczna i wilgotna, wydana mimo gęstego i wysokiego zadrzewienia na najporywistsze wiatry od pól i łak. Teraz ciemnosć tu leżała nieprzenikniona, a długi rzad klonów, odartych z lisci i bitych sprzecznymi podmuchami, zdawał się coraz słabiej bronić przed tym naporem. Chwilami, jak tama przerwana, załamywał się i wtedy czarne potoki, spienione i gwałtowne, rozdzierały noc od ziemi do nieba. Chcac jak najprędzej przebyć ten odcinek, Seweryn zaczał biec. Wiatr uderzał go w piersi, bił po plecach, smagał twarz. „Już niedaleko!” - dodał sobie odwagi. Rzeczywiscie aleję zamykał wkrótce nagły spadek terenu porosłego niskimi, gęsto poplatanymi krzakami: poczatek mokradeł wybiegajacych już poza obręb parku. Trzeba było teraz skręcić na lewo, szło się waska scieżka, zle utrzymana, ginaca raz po raz wsród gaszczów. Ale za to bliskosć muru osłabiała siłę wiatru. Doszedłszy do furtki, Seweryn musiał chwilę porać się z zardzewiałym zamkiem. Rzadko otwierane drzwi niełatwo dawały się pokonać. Wreszcie po dłuższych zabiegach żelazna, ciężka płyta ustapiła. Szosa była pusta, chaty już ciemne. Cisza, nawet psy nie ujadały. Mimo to Seweryn zdawał sobie sprawę, że czeka go teraz najtrudniejszy odcinek drogi. Gdyby go ktokolwiek zauważył... Miał jednak wewnętrzna pewnosć, że tego uniknie. Był spokojny. Przyspieszył tylko kroku, bowiem zaledwie kwadrans dzielił go od dziesiatej. Gdy minał zamknięty szynk Litowki, a potem nieczynny młyn, poczuł, że żadne teraz przeszkody nie moga mu już przeszkodzić. Skręcajac między opłotki prowadzace do domu Nawrockiego, odbezpieczył rewolwer. Wiatr przycichł na chwilę. Wilgotny zapach łak uderzył w nozdrza. Gdzies w pobliżu zaskowyczał pies, ale zaraz umilkł. Już z daleka Seweryn zobaczył, że w pokoju Nawrockiego pali się swiatło nieruchomo¶ci osiedle developer mieszkania deweloperzy

gorzów fotografia zdjęcia
Profesjonalna fotografia szkolna
muzyka za darmo
Muzyka Darmo
składy budowlane
materiały budowlane i skład
poliamidy
poliamidy
fakty