|
|
Najlepsze oferty!
Humor!
whales
Save the whales. Collect the whole set.
Idzie sobie Czerwony Kapturek przez las, az tu zza krzakow wyskakuje
Wilk. Czerwony Kapturek zatrzymuje sie i zaczyna sie trzesc ze strachu.
- Boisz sie Czerwony Kapturku? - pyta sie Wilk.
- Oj, bardzo sie boje...
- Nie martw sie, zlap mnie za ogon, to wyprowadze cie z lasu.
Czerwony Kapturek zlapal Wika za ogon, i tak, jak Wikl obiecal
wyprowadza Czerwonego Kapturka z lasu. [...] Po pewnym czasie dochodza
na skraj lasu, gdzie przebija sie slonce, w promieniach ktorego Wilk
zamienia sie w pieknego mlodzienca.
- I jak Czerwony Kapturku, dalej sie boisz? - pyta sie Mlodzieniec.
- Nie, juz sie nie boje - odpowiada nadal troche sie trzesac.
- NO TO CZEMU MNIE TRZYMASZ ZA OGON???
Malgosia dostala pierwszy raz okres. Rozplakala sie i wola Jasia:
- Jasiu, Jasiu! Popatrz cos mi sie stalo - placze i podnosi spudniczke.
Jasiu oglada ze wszystkich stron, kreci glowa.
Po chwili namyslu mowi: Malgoska! Po mojemu to ci torbe urwalo!!
Najlepszy srodek antykoncepcyjny:
Wodka z piaskiem: jak sie plemniki spija, to sie kamieniami pozabijaja.
Sierotka Marysia idzie do lazienki wykapac sie. Krasnoludki chca ja
podgladac, jednak sa za male, aby dosiegnac dziurki od klucza. Uradzily
wiec, ze stana jeden na drugim, a ten na gorze bedzie ja podgladal i
bedzie mowil pozostalym co widzi.
Gdy juz dosiegnal dziurki od klucza, mowi:
-Zdjela stanik!
-Zdjela stanik, zdjela stanik, zdjela stanik - powtarzaja szeptem
jeden drugiemu, az wiesc doszla do stojacego na dole.
-I co, i co, i co? - pytanie wraca do tego na gorze.
-Zdjela majtki!
-Zdjela majtki, zdjela majtki, zdjela majtki...
-I co, i co, i co?
-Nic, stoi.
-Mnie tez, mnie tez, mnie tez...
- Panie doktorze, mam juz osiemdziesiat lat i wciaz uganiam sie za
spodniczkami!
- No to gratuluje panu!
- Ale ja nie pamietam po co to robie...
-
Thales: Earth, Air, Fire, and Shit
Epicurus: If shit happens, enjoy it.
Socrates: What is shit? Why is shit?
Aristotle: The essence of shittyness...
Descartes: I think, so why am I in this shit?
I shit, therefore I am.
Leibniz (as interpreted by Voltaire):
The best of all possible shit in this world made for shit.
Thoreau: I wanted to live deliberately ... to suck all the shit out
of life.
Sartre: Shit is meaningless!
What is shit, anyway?
podwojny_czlonek
Przychodzi facet z rozdwojonym czlonkiem do burdelu i mowi, ze chce taka
nietypowa usluge.
- Nie ma sprawy, pokoj 203, tylko prosze nie zapalac swiatla, bo nie bedzie
pan obsluzony - mowi burdel-mama.
Facet poszedl, znalazl po ciemku jakies dwa otwory, sprawe zalatwil i wychodzi.
Przy drzwiach pomyslal, ze skoro jest juz po fakcie, to sobie zapali swiatlo
i zobaczy, co to bylo. No i zapalil. Na srodku pokoju siedzi murzyn ze straszniewielkim nosem i sie pyta:
- Masz syfa?
- Nie...
Na to murzyn przytkal palcem dziurki w nosie i YYCHHH - wciagnal cala jego
zawartosc.
- Jak spia niemowleta w Sarajewie ?
- Jak zabite.
No to bedzie cytat:
"Chce umrzec spokojnie, we snie - tak jak moj dziadek, a nie
wrzeszczac z przerazenia tak jak jego pasazerowie. "
Opisy gg!
"...choć źle jest po to aby było dobrze..."
kiedy z serca płyną słowa uderzają z wielką mocą...
mam 16 lat i w dupie cały świat;)
(}i{) [)i(] } i { ()}i{() <
to hell with men ;)
Jak cię rodzice robili przez telefon to chyba żetonów zabrakło
umiem powiedziec NIE w 12 jezykach swiata.kobiecie to wystarczy
= Î Ţâk ČäŁÝ TÝdzÎëň żÝĆîĚ ÎdZîě JâK ňä §PîdZîĚ =
Zaskakuj tych, których kochasz, drobnymi niespodziewanymi prezentami:)
Strefa gracza...!
Wiedza powszechna!
kryzys ekonomiczny,
kryzys ekonomiczny, ekon. gwałtowne zmniejszenie się aktywności gosp. (produkcji, zatrudnienia, inwestycji). Zjawisko kryzysu ekonomicznego jest najlepiej poznane, opisane i wyjaśnione w przypadku gospodarki kapitalist., występuje jednak także w innych ustrojach gospodarczych. W klas. przebiegu (do II wojny świat.) zjawisko kryzysu ekonomicznego polegało na spadku produkcji przem., dochodu nar., zatrudnienia, kurczeniu się możliwości zbytu, spadku cen, obniżaniu się dochodów realnych i poziomu życia; w rolnictwie, w odróżnieniu od przemysłu, podaż produktów często w czasie kryzysu rośnie (w ten sposób gospodarstwa rodzinne starają się bronić poziomu dochodów), co powoduje spadek cen rolnych głębszy niż w przemyśle (nożyce cen); kryzys ekonomiczny pogłębia kartelizacja, gdyż monopole, broniąc cen, silniej niż rozproszone przedsiębiorstwa ograniczają produkcję; zjawiskiem pochodnym kryzysu ekonomicznego bywa panika giełdowa. Po II wojnie świat. przebieg cykli koniunkturalnych został z...Polska. Kościoły i związki wyznaniowe
Polska. Kościoły i związki wyznaniowe Według spisu ludności z 1931 w II RP ponad 99% ludności stanowili wyznawcy 5 gł. grup wyznaniowych: katolicy obrządku łac. (64,8%), grekokatolicy (10,4%), prawosławni (11,8%), protestanci (2,6%) i wyznawcy judaizmu (9,8%). Po II wojnie światowej Polska stała się państwem w dużym stopniu jednorodnym pod względem wyznaniowym (94% ludności stanowią katolicy). Stan ten jest następstwem kilku faktów hist.: utraty Kresów (zamieszkanych w znacznej mierze przez ludność prawosł.), ucieczki i wysiedlenia protestantów z Ziem Zachodnich i Północnych, wymordowania przez Niemców prawie całej ludności żydowskiej wyznającej judaizm, emigracji do Niemiec kolejnych grup ludności z Ziem Zachodnich i Północnych oraz emigracji ocalałej z wojny ludności żydowskiej. Politykę wyznaniową Polski pod rządami komunistów (194489) charakteryzowało dążenie do laicyzacji społeczeństwa i przekreślenia dziedzictwa państwa przedwojennego, uznającego katolicyzm za gł. wyznan...
Encyklopedia!
LUKSEMBURG Luksemburg
Luksemburg, Echternach, Bazylika St. Willibrord
miasto, stolica Wielkiego Księstwa Luksemburga, poł. nad rz. Alzette, w płd. części kraju; 79 tys. mieszk. (2004); centrum handlowe i przem. kraju, ważny międzynar. ośr. finansowy (najw. sieć banków w Europie); rozwinięty przem. hutniczy, metalowy, materiałów bud., chemiczny, tekstylny, poligraficzny, spożywczy; siedziba Eur. Trybunału Sprawiedliwości i sekretariatu Parlamentu Europejskiego oraz Radio-Tele Luksemburg (RTL); port lotniczy, uniwersytet; międzynar. tereny targowe; dzieje L. sięgają X w.; prawa miejskie od 1244; historia związana z losami politycznymi Księstwa L.; w drugiej połowie XVII w. S. Vauban wzniósł silny system fortyfikacji, przekształcając L. w jedną z najsilniejszych twierdz Europy; stacjonował tu w okresie przynależności L. do Związku Niemieckiego garnizon pruski; po wycofaniu go 1867-83 fortyfikacje wyburzono; zachowana barokowa katedra Notre Dame i kolegium jezuickie z XVII w., pałac książęcy z XV...ANTYSEMITYZM Antysemityzm: dzieci żydowskie z getta warszawskiego
postawa niechęci lub wrogości wobec Żydów i osób pochodzenia żydowskiego, wywołana przyczynami religijnymi, gosp. lub polit.; zespół poglądów uzasadniających prześladowanie i dyskryminację Żydów jako rasy lub grupy wyznaniowej; termin wprowadzony przez W. Marra (1879) na określenie antyżydowskich kampanii w Europie Środk.; w starożytności miał podłoże religijne (m.in. od IV w. uzasadniano go uczestnictwem Żydów w zabójstwie Jezusa) i polit. (Żydzi odmówili uczestnictwa w kulcie boskim cesarzy rzymskich); objawiał się ograniczaniem praw religijnych; w okresie średniowiecza przejawiał się dyskryminującymi przepisami prawnymi (od XII w.), pozbawianiem obywatelstwa, wyznaczaniem w miastach odrębnych dzielnic (gett), zakazem wstępu do niektórych miast, zakazem nabywania i uprawiania ziemi, przymusową chrystianizacją (Hiszpania 1492), także pogromami i wypędzaniem z poszczególnych miast i państw, np. z Anglii (1290), Francji (XIV w.), N...
Wielka literatura!
parł Rejent - tu, Panie, nie śledztwo,
Tu obława; tu wszystkich weźmiem na świadectwo".
Więc kłótnia między zgrają wszczęła się zawzięta,
Ci stronę Asesora, ci brali Rejenta;
O Gerwazym nie wspomniał nikt, bo wszyscy biegli
Z boków i, co się z przodu działo, nie postrzegli.
Pan Tadeusz 182
Adam Mickiewicz
Wojski głos zabrał: "Teraz jest przynajmniej za co,
Bo to, Panowie, nie jest ow szarak ladaco,
To niedźwiedź, tu już nie żal poszukać odwetu,
Czy szarpentyną, czyli nawet z pistoletu;
Spór wasz trudno pogodzić, więc dawnym zwyczajem
Na pojedynek nasze pozwolenie dajem.
Pamiętam, za mych czasów żyło dwóch sąsiadów,
Oba ludzie uczciwi, szlachta z prapradziadów,
Mieszkali po dwóch stronach nad rzeką Wilejką,
Jeden zwał się Domejko, a drugi Dowejko,
Do niedźwiedzicy oba razem wystrzelili:
Kto zabił, trudno dociec; strasznie się kłócili
I przysięgli strzelać się przez niedźwiedzią skórę:
To mi to po szlachecku, prawie rura w rurę.
Pojedynek ten wiele narobił hałasu;
os niebezpieczeństwem.
Dwaj byli niedźwiedziego najbliżsi pazura:
Tadeusz i pan Hrabia; im należy skóra.
Pan Tadeusz ustąpi (jestem tego pewny),
Jako młodszy i jako gospodarza krewny;
Więc spolija opima weźmiesz, Mości Hrabia.
Niech ten łup twą strzelecką komnatę ozdabia,
Niechaj pamiątką będzie dzisiejszej zabawy,
Godłem szczęścia łowczego, bodźcem przyszłej sławy".
Umilknął wesoł, myśląc, że Hrabię ucieszył;
Nie wiedział, jak boleśnie serce jego przeszył.
Pan Tadeusz 226
Adam Mickiewicz
Bo Hrabia na strzeleckiej komnaty wspomnienie
Mimowolnie wzrok podniosł: a te łby jelenie,
Te gałęziste rogi, jakby las wawrzynów
Zasiany ręką ojców na wieńce dla synów,
Te rzędami portretów zdobione filary,
Ten w sklepieniu błyszczący herb Półkozic stary,
Ozwały się doń zewsząd głosami przeszłości;
Zbudził się z marzeń, wspomniał, gdzie, u kogo gości:
Dziedzic Horeszków gościem śród swych własnych progów,
Biesiadnikiem Sopliców, swych odwiecznych wrogów!
A przy tem zawiść, któr
zaszły mu mgłą, dolna warga opadła odsłaniając gnijące zęby. Znowu sięgnął po butelkę. Potrącony nieuważnie kieliszek prysnął cieniutko. Litowka zaklął pod nosem. Dłonią zgarnął szkło na podłogę. Przysunął sobie drugi kieliszek.
V
Anna nie słyszała skrzypnięcia drzwi. Mimo kilku godzin snu czuła teraz większe znużenie niż z rana po źle przespanej nocy. Obudziła się o wczesnym zmierzchu. Z początku, zaskoczona pełnym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w głębi za oknem zarys płota i drzewo o czarnych, gnących się gałęziach, nie mogła zorientować się, gdzie się znajduje. Nie zdążyła się jeszcze przyzwyczaić do tej dużej, obcej izby tak różnej od pokoju, który ostatnio zamieszkiwała. Gdy o podobnej godzinie budziła się w Warszawie, widziała przez zmętniałą szybę żałośnie obwisłą rynnę, dalej obdrapaną ścianę pełną jakichś niepotrzebnych gzymsów i ozdób, wątłych balkoników i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wyżej czarny, wilgotny, gęsto połatany dach, smętne dymniki uwikła
|
Wyciagnał rękę, ale pan Ramian szukajac czapki tak się jakos zakrzatnał, iż nie wiadomo było, czy w ogóle zauważył ruch Seweryna. Ten zagryzł tylko wargi i lekko poruszył dłonia w powietrzu, jakby rozpędzał niewidzialny dym. Administrator szybko wyszedł.
Seweryn został sam w hallu. Już chciał pójsć do jadalni, gdy wydało mu się, że z pokoju ojca dobiegły kroki zmierzajace w stronę drzwi. Czyżby stary chciał ze mna rozmawiać? - zaniepokoił się. Wstrzymał oddech. Nie, przesłyszałem się - upewnił się po chwili. W domu była cisza. Odetchnał z ulga. Wział ze stolika zostawiona przez Ramiana gazetę, przedarł na pół i zmięta cisnał do kosza.
Kolację jadł wolno, lecz z apetytem. Półmrok wydłużajacy rozległa salę, sciany, które dzięki ciężko oprawnym obrazom zdawały się chylić ku podłodze, bezszelestne ruchy usługujacego Franciszka, leniwe ciepło idace od kominka, a przede wszystkim cisza rozległego domu i swiadomosć, że poza plecami biegnie w mroczna głab długa amfilada pokojów - wszystko to, odcięte od wichury szalejacej na dworze, od brzęku rynien, szumu drzew i łoskotu z rzadka szarpiacego okiennicami, stwarzało nastrój łagodny, nasycony spokojem i bezpieczeństwem. Ciekawy jestem, co jutro będę robić o tej porze? - pomyslał. - Powinno już być po wszystkim! Cała wies będzie się trzasć od domysłów. Usmiechnał się. Ale w zestawieniu z obecna atmosfera cały zamierzony plan znowu wydał mu się nieomal nierzeczywisty. Zniecierpliwiony własnym niezdecydowaniem, więcej: niemożnoscia całkowitego wżycia się w to, co miały przyniesć najbliższe godziny, odsunał talerz. Franciszek, jak opiekuńczy duch, natychmiast wyłonił się z kata i stanał obok. Seweryn ledwie zdażył opanować gwałtowny odruch niechęci. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że gdy jadł - Franciszek przez cały czas musiał na niego patrzeć. Chciał więc sobie przypomnieć, jak się zachowywał i jaki miał wyraz twarzy. Jednoczesnie przemknęło mu przez głowę: czy Franciszek wie już o smierci Buraka? A inni, cała służba, ci wszyscy, którzy znali zabitego jeszcze jako dziecko, pamiętali go wyrostkiem? Przypomniał mu się nagle jeden letni dzień sprzed dwóch lat: wrócił do domu o tej samej mniej więcej porze co dzisiaj, sam jadł kolację, usługiwał Burak, mniej wprawdzie bezszelestny i sprawny niż Franciszek, ale za to bezposredniejszy, bliższy w swojej nieporęcznej młodzieńczosci. Tego wieczoru Burak po raz pierwszy miał przyprowadzić Sewerynowi dziewczynę ze wsi. Chociaż byli w jadalni sami, zakomunikował mu te wiadomosci poufnym szeptem, głosem, który zbyt dygotał podnieceniem, aby brzmiał spokojnie. Nazajutrz, gdy zjawił się rano ze sniadaniem, o nic nie pytał, ale Seweryn łatwo odczytał w jego oczach błysk zaciekawienia. Ten błysk często pózniej wracał w spojrzeniach lokajczyka. Ciekawe, jak Burak wygladał w chwili smierci? - pomyslał Seweryn. Chciał sobie wyobrazić twarz, która pamiętał, scięta chłodem smierci. Jednak nie tylko jej nie ujrzał, ale nawet rysy żyjacego Buraka zaczęły mu się w pamięci zacierać.
W salonie zachrobotał zegar i jedno jasne, niespodziewanie czyste uderzenie przeniknęło z ciemnosci: pół do dziewiatej. Najdalej za godzinę Nawrocki powinien być u siebie w domu. Seweryn podniósł się ociężale. Dopiero teraz, gdy stanał, odczuł znużenie.
- Gdzie pan inżynier każe podać herbatę? - zapytał Franciszek.
- Jak zawsze do salonu... Albo nie, niech Franciszek zaniesie do mego pokoju, zmęczony jestem, zaraz się położę.
- Słucham pana inżyniera.
Pokój, który zajmował Seweryn, znajdował się na prawym skrzydle domu. Z hallu prowadził w tamta stronę długi korytarz, można również było przejsć pokojami aż do tzw. małej biblioteki, skad drzwi wychodziły na ten sam korytarz. W połowie drogi Seweryn zatrzymał się.
Okiennice w drugim salonie były jeszcze nie zamknięte. swiatło z jadalni dobiegało tu ledwie uchwytnym odblaskiem, nikłym, dogasajacym drżeniem zatrzymywało się przed progiem i ciemnosć rozległego pokoju, jak gdyby niczym nie ograniczona, otwierała się na ciemnosć nocy ogromna i gęsta, a tylko gdzies w odległej głębi bita szumem i wznoszaca się kłębami cieni. Nagle, nieomal pod samym oknem, przeniknał ciszę krzyk puszczyka.
Seweryn zawrócił. Szybkim krokiem przeszedł przez salon, stołowy, minał hall i zapukał do pokoju ojca. Nikt nie odpowiedział. Nacisnał więc klamkę i lekko uchylił drzwi: gabinet był pusty i ciemny, swieciło się w sypialni. Miękki dywan stłumił odgłos kroków. Przed progiem Seweryn zatrzymał się.
Gejżanowski ubrany w swój domowy szlafrok, przypominajacy habit zakonny, klęczał przy łóżku na klęczniku obitym czerwonym pluszem, z głowa wsparta o pulpit. Odwrócony plecami do drzwi, nie zauważył obecnosci syna. Seweryn skrzywił się pogardliwie. Stary bigot! - pomyslał. Nie chcac jednak, aby rozmowa rozbiła się o pierwsze trudnosci, cofnał się do gabinetu i głosno chrzaknał.
- Czy można? - spytał.
W sypialni zaszelesciło Anna nie słyszała skrzypnięcia drzwi. Mimo kilku godzin snu czuła teraz większe znużenie niż z rana po zle przespanej nocy. Obudziła się o wczesnym zmierzchu. Z poczatku, zaskoczona pełnym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w głębi za oknem zarys płota i drzewo o czarnych, gnacych się gałęziach, nie mogła zorientować się, gdzie się znajduje. Nie zdażyła się jeszcze przyzwyczaić do tej dużej, obcej izby tak różnej od pokoju, który ostatnio zamieszkiwała. Gdy o podobnej godzinie budziła się w Warszawie, widziała przez zmętniała szybę żałosnie obwisła rynnę, dalej obdrapana scianę pełna jakichs niepotrzebnych gzymsów i ozdób, watłych balkoników i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wyżej czarny, wilgotny, gęsto połatany dach, smętne dymniki uwikłane w pajęczynowe nitki drutów radiowych, a nad tym wszystkim doskonale zharmonizowany z całoscia, w bezruchu zastygły, jakby ze starej ilustracji wycięty płat nieba. Gdy nadchodził przedwczesny zmierzch brzydkich dni, a drobny deszczyk zacinał z ukosa, wówczas dymniki szamotały się apatycznie, potem z rosnacym mrokiem zapadał ospały spokój, tylko wiatr uwięziony pomiędzy murami bełkotał ptrzytłumionym oddechem.
Tak w ciagu wielu miesięcy zżyła się z tym obrazem, że nim zdażyła teraz podniesć powieki, była pewna, że taki własnie widok narzuci się jej oczom. Pomyslała, że będzie musiała zaraz ubrać się i wyjsć na ulicę. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy nie powinna zmienić dzielnicy. Może jeszcze raz spróbować sródmiescia? Może... Westchnęła ciężko. Gdybyż można było schronić się przed tym wszystkim w sen długi i twardy!
Ale kiedy po chwili zdała sobie sprawę, że nie jest już w Warszawie - nie odczuła ulgi. Dochodziła piata. Za godzinę - obliczyła szybko - powinien przyjsć kierownik poczty. Znowu będzie klać dogorywajaca żonę... Usiadła na łóżku, wsunęła stopy w rozdeptane pantofle. W pokoju było zimno, powietrze przesiaknięte wilgocia czyniło chłód obslizgłym i lepkim. Drżac narzuciła szlafrok, pamiętajacy jeszcze lepsze czasy, i podeszła do toalety.
Spojrzawszy w lustro wzdrygnęła się. Nie mogła patrzeć na siebie bez wstrętu i przestrachu. Ostatnich kilka lat zmieniło ja zupełnie. Czasami miała wrażenie, że każdy dzień, każda noc posuwaja naprzód dzieło zniszczenia. Nieraz, budzac się z rana, zrywała się pospiesznie z łóżka i jeszcze oczy majac zaklejone od snu biegła do lustra. Starosć, nie, to nie o nia chodziło. Niedawno przekroczyła wprawdzie czterdziestkę, ale nie wygladała na więcej lat. Zmieniał się tylko wyraz jej twarzy. Zarys policzków niegdys tak delikatny uległ trywialnemu zniekształceniu, usta układały się w przykry, wyuzdany grymas, oczy straciły wilgotny, miękki połysk. Anna czuła, że może teraz pociagać tylko natury chore i instynkty znieprawione. Ruchy, głos, spojrzenia, wszystko w niej obiecywało rozpustę. Ile też razy w oczach zaczepionych mężczyzn wyczytała nietajony odruch niechęci i pogardy. Ile brutalnych słów uderzyło ja po twarzy. Brali ja ci, których twarze były napiętnowane tymi samymi znakami, co i ona. Pękały wobec niej wszelkie hamulce, opadały maski, rwała się w strzępy układnosć, brudny kłab ciemnych pożadań wyciekał z obnażonych ciał, jak ropa płynaca z odkrytej rany, oplatywał ja swymi mackami, chłonał i ssał. Czasami przecież znajdowała nieomal zadowolenie w tym całkowitym i ostatecznym upadku. Czegóż może od życia żadać kobieta, od której nikt prócz krótkiej, nędznie opłaconej chwili rozkoszy niczego nie żadał? Nic się już stać nie może. Zanurzyć się więc w tę otchłań, dosięgnać samego dna... Z pewnoscia tę własnie zgodę na wszystko wyczytał w jej oczach Litowka, gdy bawiac przed tygodniem w Warszawie spotkał Annę na ulicy.
Zdziwiła się, że ja poznał. Nie widzieli się bowiem od dziesięciu przynajmniej lat. Stare dzieje ich łaczyły. Anna żyła wówczas z Morawcem, stawiajacym pierwsze dopiero kroki na terenie stolicy. Roman był młodszy od niej, miał dwadziescia kilka lat, podobał się jej. Pociagał zuchwałoscia, mocnym ciałem, energia i tym nieuchwytnym błyskiem w oczach, który raz wydawał się cierpieniem, a kiedy indziej okrucieństwem. Niewiele wiedziała o jego przeszłosci, prawdopodobnie burzliwej. Nie zwierzał się. Będac szczerym, umiał jednoczesnie być skrytym. Czym obecnie zajmował się - to oczywiscie wiedziała. Ale to jej nie przeszkadzało. Wierzyła, że nie potknie się. Pieniędzy miał zawsze pod dostatkiem. Miała więc spokój, nie potrzebowała chodzić po ulicy. W tym własnie czasie zaczał organizować pierwsza swoja bandę. Pewnego dnia przyprowadził nowego kompana. Był to Litowka. Przez kilka miesięcy chodzili na roboty razem i z kilku jeszcze innymi. Wkrótce jednak skończyło się to wszystko. Po jakiejs grubszej, krwawo zakończonej historii, banda Morawca rozpadła się. Paru chłopców wpadło, dostali po kilkanascie lat ciężkiego więzienia. O Romanie słuch przepadł, zniknał również Litowka.
Spotkała go teraz dopiero. Dowiedziała się, że Morawca od lat już nie widział i w ogóle od dawna, zaraz po tamtej awanturze, skończył z podobnymi sprawami. Nie miał ochoty - wyznał - powędrować na szubienicę albo zginać w więzieniu. Nie każdy ma szczęscie Morawca. Zreszta i jego szczęscie może pewnego pięknego dnia prysnać jak łupinka. Osiedlił się więc na kresach wschodnich. Za pieniadze, które mu przypadły z podziału, wybudował domek i urzadził sklep z wyszynkiem.
Zadowolony był ze spotkania. Zaproponował kolację. Wstapili razem do baru. Ciagle opowiadał o sobie. Ale Anna wiedziała, że szybko zdał sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajdowała. Nie potrzebował pytać. Była ubrana zle, z tandetna jaskrawoscia, wygladała niezdrowo; chciwie, choć starała się panować nad ruchami, rzuciła się na gorace jedzenie. Gdy zaproponował jej wyjazd do Sedelnik w wiadomym celu, zgodziła się bez wahania. Nie miała nic do stracenia. W Warszawie czekał ja tylko głód, a w niedalekiej przyszłosci szpital lub żebranina pod kosciołem. Ludzie? Uważała, że wszędzie sa ci sami, jednakowo zli. Wolała więc o tym nie mysleć, cieszyć się raczej, że znajdzie się na wsi. W pewnym momencie, gdy wyobraziła sobie pola i lasy, krajobraz od tylu lat nie widziany, odżyły w niej bolesnym szarpnięciem najdawniejsze, rzadko budzace się wspomnienia. Wychynał z mroku czasu dzień wycieczki za miasto: niebo pogodne, zapach jasminów, droga ocieniona rozłożystymi kasztanami, ujadanie psów... Ale zanim posród tych migawkowych obrazów zdażyła zarysować się smiejaca twarz Pawła Siechenia, Anna wstała szybko i spytała Litowkę: zatańczymy? W jego ciężkich ramionach, pod goracym, wódka przepojonym oddechem, znikły oczy i usta, których wolała z odległosci lat nie wywoływać.
Zabawili w lokalu do póznego wieczora. Potem, po nocy, która dała Annie przedsmak tego, co ja czeka w Sedelnikach, wyjechali.
Wies powitała ja wichura i deszczem
osiedle
mieszkanie
dom
firmy budowlane
kamienica
|