|
|
Najlepsze oferty!
Humor!
Idzie Czerwony Kapturek sciezka, patrzy a z krzakow wystaje glowa Wilka.
- Wilku czemu masz takie wielkie oczy?
- Kurde nawet sie spokojnie wysr** nie mozna...
Jakas parka uprawia seks. W pewnym momencie rozlega sie dzwonek do
drzwi.
Kobieta krzyczy do faceta:
- Uciekaj, to moj maz!
Facet w poplochu ucieka na zyrandol.
Wchodzi maz i pyta sie kobiety:
- Dlaczego lezysz nago w lozku ?
Kobieta odpowiada:
- Aaa, wlasnie spalam..
Maz:
- A ten facet ?
Kobieta:
- A to malarz, przyszedl malowac sufit!
Maz:
- Tak, wlasnie widze. Jeszcze mu farba z pedzla kapie....
- Dokad tak pedzisz stary?
- Do domu, musze zrobic obiad.
- A co, zona chora?
- Nie, glodna
Dlaczego blondynka przeszla na druga strone ulicy?!?
Niewazne, ale co ona robila poza sypialnia.
- Jakie pani ma ladne zeby!
- To po mamie...
- I pasowaly?!
- Czym rozni sie rosyjska prostytutka od pizzy?
- Tym, ze pizze mozna zamowic bez grzybow.
- Co musi zrobic lysy, zeby podrapac sie po wlosach?
- Dziure w kieszeni.
- Tatusiu, daleko stad do Szwecji?
- Nie gadaj tyle, tylko wiosluj...
Sierotka Marysia idzie do lazienki wykapac sie. Krasnoludki chca ja
podgladac, jednak sa za male, aby dosiegnac dziurki od klucza.
Uradzily wiec, ze stana jeden na drugim, a ten ne gorze bedzie ja
podgladal i bedzie mowil pozostalym co widzi.
Gdy juz dosiegnal dziurki od klucza, mowi:
-Zdjela stanik!
-Zdjela stanik, zdjela stanik, zdjela stanik - powtarzaja szeptem
jeden drugiemu, az wiesc doszla do stojacego na dole.
-I co, i co, i co? - pytanie wraca do tego na gorze.
-Zdjela majtki!
-Zdjela majtki, zdjela majtki, zdjela majtki...
-I co, i co, i co?
-Nic, stoi.
-Mnie tez, mnie tez, mnie tez...
- Jak blondynka probuje zabic ptaka?
- Zrzucic go z balkonu :)))))
Opisy gg!
PKP-Policja Kraści Pozwala
...i BieGNe Po NieBie Do TWoiCh USt...
Bardzo często okazuje się, że szczęściem jest nie wiedzieć wszystkiego
Huj huja nigdy nie wychuja !!!
Konkurs: Kto pierwszy do mnie zagada wygrywa 1000 zł !!!!!!!
MALYSZ REAKTYWACJA
Kobieta bez mężczyzny nic nie znaczy...
I
na top myśli -to mnie niszczy, to co boli -niepokoi..
Kocham Cię Mój Słodziutki...Cudowny..."Śc!gAcZu"
Strefa gracza...!
Wiedza powszechna!
Francja. Gospodarka.
Francja. Gospodarka. Kraj wysoko rozwinięty, jedna z potęg gosp. świata. Od 1958 rozwój gosp. w integracji z krajami EWG. W 2005 wartość PKB wg parytetu siły nabywczej wyniosła 29,9 tys. dol. USA na 1 mieszk.; przeciętne tempo wzrostu gosp. ponad 3%; rezerwy złota wynoszą 82 mln uncji (4. miejsce w świecie), dewizowe ponad 25 mld dol. USA; struktura wytwarzania PKB: usługi 76,4%, przemysł i budownictwo 21,4%, rolnictwo 2,2%. Wyraźny podział kraju na część wschodnią uprzemysłowioną, bogatszą i gęściej zaludnioną z największą aglomeracją Paryża oraz część zachodnią (na zachód od linii HawrMarsylia) bardziej roln., uboższą i słabiej zaludnioną. Rola Regionu Paryskiego, najbogatszego, o koncentracji usług i przemysłu jest nadal dominująca, mimo polityki decentralizacji, która doprowadziła do powstania regionów o dużej samodzielności adm. i gospodarczej. W gospodarce występuje duża koncentracja produkcji i kapitału; największe przedsiębiorstwa są związan...Podział polityczny Europy
Europa. Podział polityczny Podział polityczny Europy Państwo lub terytorium Powierzchnia w tys. km2 Ludność w tys. (2005) Stolica lub ośrodek administracyjny Ustrój lub status polityczny Albania 28,7 3 087 Tirana republika Andora 0,5 68 Andora monarchia konstytucyjna Austria 83,9 8 164 Wiedeń republika związkowa Belgia 30,5 10 443 Bruksela monarchia konstytucyjna Białoruś 207,6 9 755 Mińsk republika Bośnia i Hercegowina 51,1 4 452 Sarajewo republika związkowa Bułgaria 111,0 7 506 Sofia republika Chorwacja 56,6 4 459 Zagrzeb republika Czarnogóra 13,8 623 Podgorica republika Czechy 78,9 10 230 Praga republika Dania 43,1 5 412 Kopenhaga monarchia konstytucyjna Estonia 45,2 1 345 Tallinn republika Finlandia 338,1 5 247 Helsinki republika Francja 551,5 60 620 Paryż republika Grecja 132,0 11 212 Ateny republika Hiszpania 506,0 43 435 Madryt monarchia konstytucyjna Holandia 41,5...
Encyklopedia!
KANARYJSKIE WYSPY Wyspy Kanaryjskie, Gran Canaria, Playa del Inglés
należący do Hiszpanii wulkaniczny archipelag wysp na O. Atlantyckim, 100 km na płn.-zach. od wybrzeży Afryki; pow. 7,3 tys. km2, 1,5 mln mieszk. (1991); obejmuje 7 większych wysp: Teneryfa (2,1 tys. km2), Fuerteventura (1,7 tys. km2), Gran Canaria (1,5 tys. km2), Lanzarote, La Palma, Gomera i Ferro oraz 6 małych bezludnych wysepek; pow. górzysta; czynne wulkany na wyspach: Teneryfa (Pico de Teide, 3718 m, licząc wysokość bezpośrednio od poziomu morza uważana za najwyższą, wolno stojącą, górę świata, rzuca też najdłuższy cień), La Palma i Lanzarote; klimat podzwrotnikowy morski; w naturalnej szacie roślinnej liczne endemity (m.in. dracena smocza); uprawa warzyw, drzew owocowych, bananów; hodowla owiec, kóz, bydła; przem. spożywczy, rafinacja ropy naftowej, rzemiosło artystyczne (hafciarstwo), rybołówstwo; region turystyczny o międzynarodowym znaczeniu (malownicze krajobrazy, łagodny klimat); gł. miasta i porty: Santa Cruz de Tenerife,...POSTMODERNIZM Postodernizm, klasztor Zmartwychwstańców, proj. D. Kozłowski, Kraków
Postmodertnizm, David Hockney, Bigger Splash, 1967
podobnie jak inne kierunki w kulturze Zachodu (np. oświecenie, romantyzm czy modernizm) terminem p. określa się wiele nurtów, myśli, idei, działań zakładając ich ideową i stylową wspólnotę, przy czym jej zakres jest przedmiotem sporów i dyskusji; związane są one gł. z tym, że znaczenie p. w dużym stopniu uzależnione jest od tego, co uzna się za modernizm (nowoczesność), którego p. ma być kontynuacją lub alternatywą; spory wokół p. pogłębia fakt, że zdaniem większości jego teoretyków (Lyotard, Rorty) jest to ruch w trakcie kształtowania się, stanowiący rzeczywistość kultury, w której wszyscy żyjemy. Sam termin p. ma bogatą historię; 1880 ang. malarz Chapman użył go w znaczeniu "bardziej nowoczesny"; hiszp. krytyk F. de Oniz posługiwał się nim dla określenia okresu 1905-14 w literaturze; 1938 Toynbee posłużył się nim dla opisu okresu historycznego, który zaczął się ...
Wielka literatura!
z włosów i przykręcił gaz pod zaczynającą się kotłować wodą.
- Nic bym nie mówił, gdyby to nie było tak cudacznie zamaskowane. Z tymi zbrodniami chyba przesadzasz, ale szwindel musi być. Rozumiem złoto, rozumiem antyki, ale po cholerę robić z tym takie sztuki? Dla kacyka...! I to nasze podobieństwo na pokaz! Śledził cię kto na tym spacerze?
Wszystko mi się w środku odwróciło do góry nogami. Śledził...! Nie, doprawdy, śledzeniem nie można tego nazwać... Przez chwilę nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć, rzeczywistość pomieszała mi się z wyimaginowaną fikcją, fakty z przypuszczeniami, sama nie umiałam rozstrzygnąć, co tu należy do sprawy, a co wręcz przeciwnie. Nędzne szczątki trzeźwości umysłu ostrzegły mnie przed mieszaniem do tego blondyna...
- Z jednej strony ta głupawa maskarada, a z drugie faszerowane arcydzieła - mówił mąż ponuro. - Każde z tego oddzielnie to jeszcze nic, ale razem to dla mnie za dużo.
- Dla mnie też.
- Pięćdziesiąt patyków już władowałem w mieszkanie Za choler
żeby tak trafiał ślepym przypadkiem...!
- Na oko budzi pan zaufanie - powiedziałam z ponurym rozgoryczeniem. - A na ucho napełnia mnie pan niepokojem. Jeśli okaże się, że pan mnie oszukuje, dybie pan na moje życie i zdrowie, działa pan na moją szkodę...
- Dlaczego miałbym dybać na pani życie albo działać na pani szkodę? - spytał spokojnie po chwili, nie mogąc się doczekać ode mnie dalszego ciągu. - Czy jest coś, co nasuwa takie przypuszczenia?
- No pewnie, że jest! Robi pan niekiedy takie uwagi, jakby wiedział pan o mnie absolutnie wszystko, a poza tym...
- Możliwe, że wiem.
- Jak to...?
- Zaczęła pani coś mówić dalej, przepraszam, że przerwałem.
Na moment straciłam wątek.
- A poza tym - ciągnęłam, z wysiłkiem przypominając sobie, co chciałam wyjaśnić - te pańskie spacery tutaj są podejrzane. To nie jest najpiękniejsze miejsce świata. Po jakiego diabła marnuje pan tu ten swój bezcenny czas Mogę sobie wyobrazić, że pan mnie pilnuje, chce pan wydrzeć ze mnie moje tajemnice, czy
howa się kapturze".
Wtem znowu głowę z wolna podniósł Maciej stary
I zaczęły cokolwiek uciszać się gwary.
"Nie drwijcie - rzekł - z Robaka;
znam go, to ćwik klecha,
Ten robaczek większego od was zgryzł orzecha;
Raz go tylko widziałem, ledwiem okiem rzucił,
Poznałem, co za ptaszek; ksiądz oczy odwrócił,
Lękając się, żebym go nie zaczął spowiadać;
Ale to rzecz nie moja, wiele o tym gadać!
On tu nie przyjdzie, próżno wzywać Bernardyna.
Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,
To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!
Jeśli prócz tej nowiny nic więcej nie wiecie,
Pan Tadeusz 286
Adam Mickiewicz
Więc po coście tu przyszli? i czego wy chcecie?"
"Wojny!" - krzyknęli. - "Jakiej?" - spytał. - Zawołali:
"Wojny z Moskalem! bić się! Hajże na Moskali!"
Prusak wciąż wołał, a głos coraz wyżej wznosił,
Aż posłuchanie częścią ukłonem wyprosił,
Częścią zdobył swą mową krzykliwą i cienką.
"I ja chcę bić się - wołał, tłukąc się w pierś ręką -
Choć kropidła nie noszę, drągiem od wi
|
Jakież to proste! Rzeczywiscie, czegóż ja się niepokoję! - pomyslała. - Co mnie to obchodzi? Niech go zabije. Niech go zabije! - powtórzyła prawie na głos i z zacięta radoscia.
Morawiec szybko zasnał. Z poczatku zły miał sen: rzucał się goraczkowo, szeptał jakies niedokończone słowa, głowę miał rozpalona, usta szeroko rozchylone ciężko wciagały powietrze. Ale powoli jego chrapliwy i przyspieszony oddech stawał się coraz spokojniejszy, wreszcie przeszedł w równy, odpoczynek dajacy rytm. Jednak ksiadz Siecheń ciagle jeszcze nie mógł zdecydować się na odejscie. Wprawdzie bardzo już przemarzł, miał dreszcze i zmęczenie czuł coraz większe, ale ilekroć podnosił się i czynił krok w kierunku wyjscia, wydawało mu się, że Morawiec budzi się. Wracał więc i choć zaraz przekonywał się o swojej omyłce, z powrotem jakby sobie nie dowierzał, siadał na ziemi. I jedynie pojawiajaca się od czasu do czasu mysl o Michasiu odrywała go od spiacego. Czuł przecież w sobie spokój, owa ciszę, o która tyle razy się modlił, lecz która znał tak mało, iż gdy zjawiła się, wydała mu się z poczatku czyms bardzo niepewnym, prawie ubogim. Znużenie nie pozwalało mu jednak mysleć. Ale nie oskarżył siebie, znalazł pewna przyjemnosć w stanie tego trzezwego odrętwienia. I w pewnej chwili wydało mu się, że to wewnętrzne milczenie, ta dziwna cisza serca wysuwa ze swojej głębi tajemnicze więzy i wszystko, cokolwiek na swiecie istnieje, oplatuje i łaczy tymi znakami. Gdy zamykał oczy, szum wiatru odpływał pod jego powiekami, a w palcach, dotykalna i bliska, rosła czysta cisza, wieża smukła i bezszelestna, ogrom pnacy się ku niebu nieruchomym obłokiem. Spokój.
Gwałtowne szarpnięcie okiennicy poderwało Seweryna na nogi. Wytraconemu tak nagle z leniwego odrętwienia wydawało się w pierwszej chwili, że ktos pięscia dobija się do okna. Zawahał się, czy nie powinien wyjrzeć na dwór i sprawdzić. Ale gdy podszedł bliżej, nowy łoskot, który długim drżeniem przebiegł wzdłuż sciany, uswiadomił mu, że to tylko wiatr.
Rzeczywiscie wichura wzmagała się. Wsród ciemnych nalotów, niby wsród ciagu ogromnych skrzydeł, szum drzew zataczał monotonne kręgi, coraz głębszymi wirami przenikajac w dygocaca otchłań. Z odległej częsci parku dobiegł krzyk puszczyka. Noc woła! - usmiechnał się Seweryn.
Było kilka minut po wpół do dziesiatej. Zdecydowawszy, że jest już za pózno na kładzenie się, Seweryn nałożył marynarkę, przeczesał starannie przed lustrem włosy, poprawił krawat. Nie, niczego nie znać na mojej twarzy - upewnił się jeszcze raz. Ale ledwie to pomyslał, ogarniajac siebie jednoczesnie uważnym spojrzeniem, uderzył go we własnych oczach zimny blask, chłód, którego nie znał, a dokoła ust grymas, który zrobił na nim wrażenie obcego. Usmiechnał się odruchowo, jak gdyby chciał z siebie zetrzeć tę obcosć. Jednak grymas nie tylko nie zniknał, lecz jeszcze głębsza linia wessał się w rozchylone wargi, nadajac im wbrew pozorom niefrasobliwego przegięcia wyraz okrutnej pożadliwosci. Seweryn szybko się odwrócił. Ciekawy jestem - pomyslał - czy to własnie to zauważył we mnie ten księżowy smarkacz? Cóż za głupstwa! A ręce? Prawda, to znowu ten pijaczyna cos wygadywał... Podniósł wolnym ruchem swoje dłonie do swiatła: były smukłe, silne, choć delikatne. Któż to mówił mu ostatnio, że sa tak piękne? Od razu przypomniał sobie pewna młoda aktorkę, z nocnego lokalu na Montmartrze, mała Zizi, która nad ranem, pijana, gdy dansing pustoszał, przysiadła się do niego i jak pisklę, przytuliwszy mu się do ramienia swoimi ledwie rozwiniętymi piersiami, zaczęła całować go po rękach, i prosić, aby choć na jeden dzień zabrał ja z soba. Obiecywała, że nazajutrz sama pójdzie, nie będzie potrzebował jej wyrzucać. Chciała choć przez kilka godzin nie czuć samotnosci. Podobała mu się. Odmówił jednak szorstko i brutalnie, w sposób, w jaki możemy odpędzać tylko tych, o których wiemy, że im na nas zależy. Gdy odchodziła zupełnie już trzezwa, jej okragłe, duże ciemne oczy były pełne łez. Gryzła wargi, żeby nie rozpłakać się na głos. W kilka dni pózniej, nie wiedzac, co zrobić z wieczorem, zaszedł do tego samego lokalu i spytał o Zizi. Okazało się, że nie żyje. Własnie poprzedniego dnia umarła w szpitalu: otruła się weronalem. Jednoczesnie z tym wspomnieniem zadzwięczała Sewerynowi w uszach melodia, która tego drugiego wieczora grała kilka razy orkiestra. Była to piosenka z filmu 14 lipiec, walc smutny i spokojny, często niesiony monotonnymi dzwiękami katarynek po waskich i krętych uliczkach, pod niebem pogodnym i zasnutym zwolnionymi dymami. Przyćmiono swiatła, niesmiała smuga reflektora rozpylała na parkiecie srebrzysta niebieskosć, pary stłoczone jedna przy drugiej kołysały się równo i łagodnie, jak gdyby zaklęte na krótka chwilę lunatycznym snem. Od strony baru dobiegał brzęk szklanek. Seweryn tańczył z jedna z miejscowych dziewczyn. Zarzuciwszy mu ramiona na szyję, nuciła półgłosem piosenkę. Znałas mała Zizi? - spytał. Oczywiscie znała. Biedna! - powiedziała z akcentem tkliwosci w głosie. Seweryn chciał się dowiedzieć, dlaczego popełniła samobójstwo. Wzruszyła tylko ramionami: Czyż to można wiedzieć dlaczego? Tego nigdy się nie wie. Kochała się w kim? - badał. Nie, chyba nie - odpowiedziała. - To była porzadna dziewczyna, na pewno nie miała jeszcze kochanka. Mogłabym przysiac, że szukała ideału. A to niedobrze - zakończyła z żałobna powaga. - Tego można pragnać, ale nie trzeba szukać...
Niczego się nie szuka - pomyslał Seweryn - wszystko się znajduje... Podszedł do drzwi i chwilę nasłuchiwał: żaden odgłos nie macił w tej stronie ciszy. A więc! Wyjał z szafy ciepła kurtkę, włożył na siebie, wział czapkę, potem z biurka rewolwer i wsadził go do kieszeni. Nagle pomyslał: Własciwie, dlaczego ja to wszystko robię? Po co? I w tej chwili zdał sobie sprawę, że powody, które dotychczas wydawały mu się niezwykłej wagi, sa w rzeczywistosci sztuczne i nieprawdziwe. Nawrocki? Cóż mu z tej strony groziło? Co wskazywało, aby posterunkowy zamierzał opowiadać komukolwiek historię z Burakiem? Z cała pewnoscia wystarczyło mu, że sam wie. Zatem?
Seweryn z nerwowym pospiechem zaczał zapinać kurtkę. Czuł, że ani chwili dłużej nie wytrzyma w pokoju. Miał wrażenie, jakby się dusił. Ale w ciagu paru sekund, których potrzebował, aby dojsć do drzwi, ogarnał go nagle tak straszliwy niepokój, iż uderzony nim zachwiał się i żeby nie upasć, musiał oprzeć się o stojace obok krzesło. W tym momencie stracił swiadomosć. Ocknał się nie pamiętajac zupełnie, co się z nim działo. Stał ciagle w tym samym miejscu, wsparty o krzesło, którego poręczy uczepił się kurczowym chwytem palców, i chociaż ostry kant drzewa bolesnie wpił mu się w ciało, bał się opuscić dłoń. Szum w głowie paraliżował w nim energię. Brakowało mu powietrza, przymknał więc oczy, starał się równo oddychać. Powoli przychodził do siebie. Był pewny, że od chwili, w której utracił przytomnosć, upłynęło bardzo wiele czasu. Ale gdy spojrzał na zegarek, przekonał się, że wszystko to nie trwało nawet całej minuty. Po prostu zawrót głowy - wytłumaczył sobie. Otrzasnał się, jakby wyszedł z zimnej kapieli. No, dosyć tego! - zdecydował. Zgasił swiatło i znalazłszy się na korytarzu zamknał za soba drzwi na klucz. Drogę znał dobrze, mógł swobodnie poruszać się po ciemku. Musiał zreszta przebyć tylko kilka kroków, aby znalezć się przy drzwiach wychodzacych na ogród. Klucz wisiał na scianie, miał jednak przy sobie drugi zapasowy.
Noc otoczyła go ciemnoscia i chłodem. Wiatr szarpał mrokiem, kłęby zeschłych lisci jak rzęsisty deszcz szumiały.
Chcac uniknać spotkania z nocnym stróżem, Seweryn zaraz z ganku skręcił w boczna aleję, aby okrażywszy dokoła park dotrzeć do małej furtki przez nikogo obecnie nie używanej, a wychodzacej na rozdroże u końca wsi. Podniósł kołnierz i ruszył szybkim krokiem.
Z poczatku aleja biegła wzdłuż brzegów Zelwianki. Była to droga zawsze mroczna i wilgotna, wydana mimo gęstego i wysokiego zadrzewienia na najporywistsze wiatry od pól i łak. Teraz ciemnosć tu leżała nieprzenikniona, a długi rzad klonów, odartych z lisci i bitych sprzecznymi podmuchami, zdawał się coraz słabiej bronić przed tym naporem. Chwilami, jak tama przerwana, załamywał się i wtedy czarne potoki, spienione i gwałtowne, rozdzierały noc od ziemi do nieba. Chcac jak najprędzej przebyć ten odcinek, Seweryn zaczał biec. Wiatr uderzał go w piersi, bił po plecach, smagał twarz. Już niedaleko! - dodał sobie odwagi. Rzeczywiscie aleję zamykał wkrótce nagły spadek terenu porosłego niskimi, gęsto poplatanymi krzakami: poczatek mokradeł wybiegajacych już poza obręb parku. Trzeba było teraz skręcić na lewo, szło się waska scieżka, zle utrzymana, ginaca raz po raz wsród gaszczów.
Ale za to bliskosć muru osłabiała siłę wiatru. Doszedłszy do furtki, Seweryn musiał chwilę porać się z zardzewiałym zamkiem. Rzadko otwierane drzwi niełatwo dawały się pokonać. Wreszcie po dłuższych zabiegach żelazna, ciężka płyta ustapiła.
Szosa była pusta, chaty już ciemne. Cisza, nawet psy nie ujadały. Mimo to Seweryn zdawał sobie sprawę, że czeka go teraz najtrudniejszy odcinek drogi. Gdyby go ktokolwiek zauważył... Miał jednak wewnętrzna pewnosć, że tego uniknie. Był spokojny. Przyspieszył tylko kroku, bowiem zaledwie kwadrans dzielił go od dziesiatej. Gdy minał zamknięty szynk Litowki, a potem nieczynny młyn, poczuł, że żadne teraz przeszkody nie moga mu już przeszkodzić. Skręcajac między opłotki prowadzace do domu Nawrockiego, odbezpieczył rewolwer. Wiatr przycichł na chwilę. Wilgotny zapach łak uderzył w nozdrza. Gdzies w pobliżu zaskowyczał pies, ale zaraz umilkł.
Już z daleka Seweryn zobaczył, że w pokoju Nawrockiego pali się swiatło Aktywa przedsiebiorstwa odzwierciedlaja skladniki majatkowe, ktore sluza przede wszystkim do zarobkowania czyli wygospodarowania zysku, bedacego jednym z podstawowych celow dzialalnosci gospodarczej przedsiebiorstwa.
W strukturze skladnikow majatkowych wyroznia sie dwie grupy srodkow, tj. majatek trwaly i majatek obrotowy. Majatek trwaly zaangazowany jest w przedsiebiorstwie przez dluzszy okres czasu (powyzej 1 roku). Uczestniczy on w wielu powtarzajacych sie cyklach produkcyjnych zuzywajac sie stopniowo i przenoszac na kazdy produkt tylko czesc swojej wartosci. Majatek trwaly obciazony jest duzym ryzykiem. Naklady na inwestycje ponoszone sa w momencie rozpoczecia ich realizacji lub nawet przed i nigdy nie ma pewnosci czy nastapi pelny ich zwrot z biezacych wplywow dzialalnosci gospodarczej.
Koszt zuzycia majatku trwalego ma charakter staly. Tendencje zachodzace w strukturze kosztow powoduja mala elastycznosc przedsiebiorstwa i trudniejsze dostosowanie sie do zmian zachodzacych na rynku. W przypadku niepelnego wykorzystania zdolnosci produkcyjnych nastepuje szybkie obnizenie sie rentownosci.
W przeciwienstwie do majatku trwalego czas przebywania poszczegolnych skladnikow majatku obrotowego w postaci zapasow, naleznosci, srodkow pienieznych uzalezniony jest od charakteru procesu produkcyjnego, terminowosci regulowania rozrachunkow itd. Z reguly czas ten jest wzglednie krotki.
Wartosc skladnikow nalezacych do obu grup, czyli relacja majtku trwalego do majatku obrotowego nie jest dla przedsiebiorstwa sprawa obojetna. Przedsiebiorstwom zalezy na posiadaniu mozliwie jak najwiekszej ilosci srodkow obrotowych, srodkow plynnych przynoszacych zyski a jak najmniej srodkow trwalych, ktore tylko posrednio przyczyniaja sie do osiagania zyskow.
Zatem majatku trwalego powinno byc tylko tyle, ile jest nieodzowne do prowadzenia dzialalnosci. Jest oczywiste, ze ta wzajemna relacja miedzy majatkiem trwalym a majatkiem obrotowym stanowi wielkosc zroznicowana, ktora zalezy od rodzaju przedsiebiorstwa i specyfiki konkretnego przedsiebiorstwa. Im wiecej srodkow ulokowanych jest w majatku obrotowym, tym jest on latwiejszy do zaangazowania w dzialalnosci gospodarczej i tym samym przedsiebiorstwo ma wieksza plynnosc majatkowa bilansowa.
osiedle
kredyty hipoteczne
kamienica
rynek mieszkaniowy mieszkanie
|