|
|
Najlepsze oferty!
Humor!
A tak a propos kelnera. Na moim osiedlu jest knajpa n-tej kategorii
(gdzie n>10). Pewnego dnia przyszedl tam jakis samobojca i zamowil
zupe pomidorowa. Dziwnym trafem w zupie byla dorodna mucha. Wkurzony
gosc wsypal do zupy cala solniczke soli, po czym zawolal kelnera
opieprzyl go i zarzadal nowej zupy. Kelner grzecznie przeprosil i
po chwili przyniosl nowa zupe. Facet zupe zjadl, a wtem z drugiego
konca sali (czyli 2 stoliki dalej) odezwal sie glos:
- Panie kelner!!! Kto tak przesolil ta zupe!!!
ponoc gornicy pija na kaca sok z kiszonych ogorkow. Jontek przyniosl
do kopalni sloik takiego soku, zeby sobie po ciezkiej pracy w kopalni
popic, ale zeby nikt mu tego nie wypil zostawil kartke: "nich mi nikt
tego nie pije bo tu naplulem. Jontek." Po skonczonej pracy przychodzi na
kacu, chce sie napic, patrzy, a na kartce jest dopisane: "Jo tyz.
Froncek."
smierc2
Przychodzi smierc do szpitala, zaglada ostroznie do sali gdzie
wywolywane sa przeswietlenia i pyta sie cichym glosikiem :
- Sa moze dla mnie jakies slajdy ?
- Dostaniesz jak bedziesz grzeczny - mowi chirurg przed operacja.
- Do kogo pan mowi doktorze? - pyta pacjent.
- Do tego kota co siedzi przed krzeslem.
/#\
/###\ /\
/ ###\ /##\ /\
/ #\ /####\/##\
/ / / # / ##\ _ /\
// // /\ / _/ / #\ _ /#\ _/##\ /\
// / / \ / / #\ \ _/###\_ / ##\__/ _\
/ \ / .. \ / / _ { \ \ _/ / // / \\
/\ / /\ ... \_/ / / \ } \ | / /\ \ / _ / / \ /\
_ / \ /// / .\ ..%:. /... /\ . \ {: \\ /. \ / \ / ___ / \
/.\ .\.\// \/... \.::::..... _/..\ ..\:|:. . / .. \\ /.. \ /...\ / \ \
/...\.../..:.\. ..:::::::..:..... . ...\{:... / %... \\/..%. \ /./:..\__ \
.:..\:..:::....:::;;;;;;::::::::.:::::.\}.....::%.:. \ .:::. \/.%:::.:..\
::::...:::;;:::::;;;;;;;;;;;;;;:::::;;::{:::::::;;;:.. .:;:... ::;;::::..
;;;;:::;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;];;;;;;;;;;::::::;;;;:.::;;;;;;;;:..
;;;;;;;;;;;;;;ii;;;...
W autobusie :
Na jednym z przystankow wsiada dziewczyna i od razu podchodzi
do kasownika chcac skasowac bilet.
Autobus rusza a dziewczyna traci rownowage i siada na kolanach
faceta, ktory siedzial w poblizu.
Oczywiscie zrywa sie natychmiast i przeprasza go:
- Przepraszam, myslalam ze zdaze jak stal.
--
Yuppie Shit: It's my shit! All mine! Isn't it beautiful?
An Employer: Shit happens, and rolls down hill.
An Employee: I've done my shit, so can I take the day off?
This shit's not part of my contract.
Environmentalism:
Shit is biodegradable.
Heisenbergism: Shit happened, we just don't know where.
Quantum Shittydynamics:
Shit happens only in well-defined quantities.
Einsteinism: Shit is Relative.
Reaction to Seeing your Mother-in-law:
Relatives are Shit.
Washington: I cannot tell a lie--shit happened.
Lincoln: Four score and seven shits ago...
Nixon: Shit didn't happen, and if it did I din't know anything
about it.
Reagan: Well, I do believe that shit happened. I was just taking a nap.
Quayle: Whye doe peopl treate mee lik shite?
Clinton: I didn't inhale this shit.
I tried this shit ...
*Domysl*
- Nasz syn znow podbieral mi pieniadze z portfela.
- Dlaczego myslisz,ze to nasz Znikus? Moze to ja wzielam pieniadze? - broni
matka Znika.
- To niemozliwe, w portfelu tym razem cos zostalo...
-Do czego mozna porownac narzeczona?
-Do butelki dobrego wina.
-A zone?
-Do butelki po winie...
"Przeprowadzka"
- Cos ciezka ta szafa! A gdzie Jurek, przeciez mial nam pomagac wnosic
meble?
- Jurek jest w szafie , sprawdza wieszaki.
Opisy gg!
Dont worry Dont cry Smoke grass and fly
BUM BUM BUM, kup se paczke gum, załóż na swojego i jedziemy na całego!
Let
miłość zwycieża wszystko, i my ulegnijmy miłości!!!
byla plama niema bluzki bo ten proszek byl od ruskich
K.T.C.- Kocham Tęsknię Całuję...
Mysli obciażają mnie zamiast żyć to męcze się:(
Bywa ze w sercu łamie sie zycie a usta ciągle sie smieją
I want you to feel me in everything..
Kiedys zapomne o Tobie i o tym.ze moglismy myc razem=*(
Strefa gracza...!
Wiedza powszechna!
kryzys ekonomiczny,
kryzys ekonomiczny, ekon. gwałtowne zmniejszenie się aktywności gosp. (produkcji, zatrudnienia, inwestycji). Zjawisko kryzysu ekonomicznego jest najlepiej poznane, opisane i wyjaśnione w przypadku gospodarki kapitalist., występuje jednak także w innych ustrojach gospodarczych. W klas. przebiegu (do II wojny świat.) zjawisko kryzysu ekonomicznego polegało na spadku produkcji przem., dochodu nar., zatrudnienia, kurczeniu się możliwości zbytu, spadku cen, obniżaniu się dochodów realnych i poziomu życia; w rolnictwie, w odróżnieniu od przemysłu, podaż produktów często w czasie kryzysu rośnie (w ten sposób gospodarstwa rodzinne starają się bronić poziomu dochodów), co powoduje spadek cen rolnych głębszy niż w przemyśle (nożyce cen); kryzys ekonomiczny pogłębia kartelizacja, gdyż monopole, broniąc cen, silniej niż rozproszone przedsiębiorstwa ograniczają produkcję; zjawiskiem pochodnym kryzysu ekonomicznego bywa panika giełdowa. Po II wojnie świat. przebieg cykli koniunkturalnych został z...Premierzy Wielkiej Brytanii
Wielka Brytania. Premierzy Premierzy Wielkiej Brytanii 172142 Robert Walpole w 174243 Spencer Compton, hrabia Wilmington w 174354 Henry Pelham w 175456 Thomas Pelham-Holles, książę Newcastle w 175657 William Cavendish, książę Devonshire w 175762 Thomas Pelham-Holles, książę Newcastle w 176263 John Stuart, hrabia Bute 176365 George Grenville 176566 Charles Watson Wentworth, markiz Rockingham w 176668 William Pitt st., hrabia Chatham 176870 Augustus Henry Fitzroy, książę Grafton w 177082 Frederick North 1782 Charles Watson Wentworth, markiz Rockingham w 178283 William Petty-Fitzmaurice, hrabia Shelburne 1783 William Henry Cavendish-Bentinck, książę Portland w 17831801 William Pitt mł. t 180104 Henry Addington t 180406 William Pitt mł. t 180607 William Wyndham Grenville, baron Grenville 180709 William Henry Canedish-B...
Encyklopedia!
BIAŁYSTOK Białystok, pałac Branickich
miasto wojewódzkie na Wysoczyźnie Białostockiej, nad Białą (dopływ Supraśli); 292 tys. mieszk. (2004). Gł. ośr. gospodarczy, naukowy i kulturalny płn.-wsch. części kraju; kilkadziesiąt zakładów przem., m.in. zakłady bawełniane Fasty, fabryka dywanów, konstrukcji stalowych, przyrządów pomiarowych, narzędzi, produkcja mat. budowlanych, huta szkła; Centrum Promocji Rynku Wschodniego, międzynar. Targi Tekstylno-Odzieżowe, Żywności i Przetwórstwa, Konsumpcyjne, Rolno-Spożywcze; szkoły wyższe (m.in. uniwersytet, Akad. Medyczna, Politechnika, filie Akad. Muzycznej, PWST w Warszawie); 2 teatry, filharmonia; konsulat Białorusi i szereg organizacji kult. mniejszości białoruskiej; siedziba metropolii Kościoła Rzymskokatolickiego i diecezji białostocko-gdańskiej Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego; kilka towarzystw wyższej użyteczności, rozgłośnie radiowe; duży węzeł kolejowy i drogowy. 1426 wymieniony jako wieś Bełszczany Stok, należąca do Tabutowiczów, później ...POLSKA. LITERATURA. ŚREDNIOWIECZE Kronika Galla Anonima - fragment o Popielu i Piaście oraz o zjeździe gnieźnieńskim w 1000 r.
Karta Biblii królowej Zofii, XV w.
Pierwsza strona kroniki Jana Długosza
początki pol. twórczości lit. to opowieści ustne; ich ślady można znaleźć w niektórych fragmentach kronik Galla Anonima (pocz. XII w., znana w odpisach z XIV i XV w.) czy Wincentego Kadłubka (ok. 1200), a także w klechdach ludowych spisanych w czasach o wiele nam bliższych; powstanie piśmiennictwa w P. wiązało się z kształtowaniem się administracji państwowej oraz misją Kościoła; pierwsze pol. słowa odnaleźć można w łacińskiej bulli Innocentego II wystawionej 1136 dla arcybiskupstwa gnieźnieńskiego (tzw. złota bulla j. pol.) oraz rocznikach kapitulnych (m.in. Rocznik świętokrzyski dawny z XII w.) i kodeksach dyplomatycznych; pierwsze pol. zdanie ("daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj") zapisano 1270 w tzw. Księdze henrykowskiej, zredagowanej w całości po łac.; do najstarszych gat. należały zbiory homiletyczne (najwcześ...
Wielka literatura!
uświadomił sobie, że nie musi dalej przedzierać się przez las w poszukiwaniu tajemniczego głosu. Obok spała Anna. Słyszał jej równy oddech, oddech człowieka, który nie przeczuwając grożącego mu niebezpieczeństwa śpi pełen ufności i spokoju. Noc była dość pogodna i jasna, aby Paweł mógł poprzez delikatny mrok zobaczyć Annę. Leżała zwrócona w jego stronę, usta miała lekko rozchylone i uśmiech pod zamkniętymi powiekami, w cieniu rzęs. Ogarnęło go wzruszenie. Czemu kochamy najmocniej, gdy miłość umiera? Dlaczego ludzie stają się najbliżsi, gdy mają się stać dalecy? Przez chwilę zapragnął zbudzić Annę, wyznać jej swoje rozterki, niczego nie ukryć, wszystko wytłumaczyć, a potem natychmiast odejść. Czuł jednak, że nie miałby sił uczynić tego jawnie, ponieważ od tych, których się kocha, można tylko uciec. I nigdy się już nie oglądać za siebie. Odejść w taki sposób, aby nie było powrotu. Wszystko potargać i zburzyć. Wszystko, jeśli trzeba, splamić. Oto godzina, na którą, jak na szalę wagi musi
fałszywe - powiedziałam po ich wyjściu. - Według moich wiadomości prawdziwe muszą być warte co najmniej z dziesięć tysięcy dolarów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie tyle ryzykował. Co za szczęście, że tak ostrożnie to odwijaliśmy...!
Paczka dla kacyka wróciła do własnej postaci i czekała swego losu w kuchni pod stołem. Nie wiadomo, dlaczego akurat to miejsce wydawało nam się najbezpieczniejsze. Głównym powodem do niepokoju stała się teraz niepewność co do naszego powrotu do własnej postaci i byliśmy bliscy tego, żeby zazdrościć paczce. Obawy, że państwo Maciejakowie wytrzymają nas tak jeszcze przez następni trzy tygodnie, a kto wie, czy nie trzy lata, wydawały się realne i doprowadzały nas do desperacji. Wiadomo było że milicja nie zwolni nas z posterunku aż do końca afery Mąż zgłupiał ze zdenerwowania do tego stopnia, że zaniedbywał podstawowe obowiązki.
- Co tak siedzisz? - spytałam z gniewem podczas ostatniej, przewidzianej umową podróży do Ziemiańskiego - Ja się będę za ci
lties of Moral and Political
Studies and Literature and Liberal Arts. He simultaneously
applied for admission to the Teachers Seminary which was also
at the university. Because of his material situation he also applied
for a state scholarship which was awarded to candidates preparing
for the profession of teacher. After graduation he would have to
work off the scholarship by teaching in a school appointed by the
university. He was one of the founders of the secret society,
Towarzystwo Filomatów (Philomats Society) (1817). Its aim was
Pan Tadeusz 572
Adam Mickiewicz
self-educational and scientific work, but also the patriotic
upbringing and education of university youth. "Tygodnik
Wileński" (1818, VI, pp. 254-256) published Mickiewiczs first
printed poem: Zima Miejska. In 1819 he graduated from
university with an MA degree. He received a good humanistic
education in the fields of classical philology, history, the theory
of poetry and pronunciation. He was sent to a d
|
Anna nie słyszała skrzypnięcia drzwi. Mimo kilku godzin snu czuła teraz większe znużenie niż z rana po zle przespanej nocy. Obudziła się o wczesnym zmierzchu. Z poczatku, zaskoczona pełnym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w głębi za oknem zarys płota i drzewo o czarnych, gnacych się gałęziach, nie mogła zorientować się, gdzie się znajduje. Nie zdażyła się jeszcze przyzwyczaić do tej dużej, obcej izby tak różnej od pokoju, który ostatnio zamieszkiwała. Gdy o podobnej godzinie budziła się w Warszawie, widziała przez zmętniała szybę żałosnie obwisła rynnę, dalej obdrapana scianę pełna jakichs niepotrzebnych gzymsów i ozdób, watłych balkoników i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wyżej czarny, wilgotny, gęsto połatany dach, smętne dymniki uwikłane w pajęczynowe nitki drutów radiowych, a nad tym wszystkim doskonale zharmonizowany z całoscia, w bezruchu zastygły, jakby ze starej ilustracji wycięty płat nieba. Gdy nadchodził przedwczesny zmierzch brzydkich dni, a drobny deszczyk zacinał z ukosa, wówczas dymniki szamotały się apatycznie, potem z rosnacym mrokiem zapadał ospały spokój, tylko wiatr uwięziony pomiędzy murami bełkotał ptrzytłumionym oddechem.
Tak w ciagu wielu miesięcy zżyła się z tym obrazem, że nim zdażyła teraz podniesć powieki, była pewna, że taki własnie widok narzuci się jej oczom. Pomyslała, że będzie musiała zaraz ubrać się i wyjsć na ulicę. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy nie powinna zmienić dzielnicy. Może jeszcze raz spróbować sródmiescia? Może... Westchnęła ciężko. Gdybyż można było schronić się przed tym wszystkim w sen długi i twardy!
Ale kiedy po chwili zdała sobie sprawę, że nie jest już w Warszawie - nie odczuła ulgi. Dochodziła piata. Za godzinę - obliczyła szybko - powinien przyjsć kierownik poczty. Znowu będzie klać dogorywajaca żonę... Usiadła na łóżku, wsunęła stopy w rozdeptane pantofle. W pokoju było zimno, powietrze przesiaknięte wilgocia czyniło chłód obslizgłym i lepkim. Drżac narzuciła szlafrok, pamiętajacy jeszcze lepsze czasy, i podeszła do toalety.
Spojrzawszy w lustro wzdrygnęła się. Nie mogła patrzeć na siebie bez wstrętu i przestrachu. Ostatnich kilka lat zmieniło ja zupełnie. Czasami miała wrażenie, że każdy dzień, każda noc posuwaja naprzód dzieło zniszczenia. Nieraz, budzac się z rana, zrywała się pospiesznie z łóżka i jeszcze oczy majac zaklejone od snu biegła do lustra. Starosć, nie, to nie o nia chodziło. Niedawno przekroczyła wprawdzie czterdziestkę, ale nie wygladała na więcej lat. Zmieniał się tylko wyraz jej twarzy. Zarys policzków niegdys tak delikatny uległ trywialnemu zniekształceniu, usta układały się w przykry, wyuzdany grymas, oczy straciły wilgotny, miękki połysk. Anna czuła, że może teraz pociagać tylko natury chore i instynkty znieprawione. Ruchy, głos, spojrzenia, wszystko w niej obiecywało rozpustę. Ile też razy w oczach zaczepionych mężczyzn wyczytała nietajony odruch niechęci i pogardy. Ile brutalnych słów uderzyło ja po twarzy. Brali ja ci, których twarze były napiętnowane tymi samymi znakami, co i ona. Pękały wobec niej wszelkie hamulce, opadały maski, rwała się w strzępy układnosć, brudny kłab ciemnych pożadań wyciekał z obnażonych ciał, jak ropa płynaca z odkrytej rany, oplatywał ja swymi mackami, chłonał i ssał. Czasami przecież znajdowała nieomal zadowolenie w tym całkowitym i ostatecznym upadku. Czegóż może od życia żadać kobieta, od której nikt prócz krótkiej, nędznie opłaconej chwili rozkoszy niczego nie żadał? Nic się już stać nie może. Zanurzyć się więc w tę otchłań, dosięgnać samego dna... Z pewnoscia tę własnie zgodę na wszystko wyczytał w jej oczach Litowka, gdy bawiac przed tygodniem w Warszawie spotkał Annę na ulicy.
Zdziwiła się, że ja poznał. Nie widzieli się bowiem od dziesięciu przynajmniej lat. Stare dzieje ich łaczyły. Anna żyła wówczas z Morawcem, stawiajacym pierwsze dopiero kroki na terenie stolicy. Roman był młodszy od niej, miał dwadziescia kilka lat, podobał się jej. Pociagał zuchwałoscia, mocnym ciałem, energia i tym nieuchwytnym błyskiem w oczach, który raz wydawał się cierpieniem, a kiedy indziej okrucieństwem. Niewiele wiedziała o jego przeszłosci, prawdopodobnie burzliwej. Nie zwierzał się. Będac szczerym, umiał jednoczesnie być skrytym. Czym obecnie zajmował się - to oczywiscie wiedziała. Ale to jej nie przeszkadzało. Wierzyła, że nie potknie się. Pieniędzy miał zawsze pod dostatkiem. Miała więc spokój, nie potrzebowała chodzić po ulicy. W tym własnie czasie zaczał organizować pierwsza swoja bandę. Pewnego dnia przyprowadził nowego kompana. Był to Litowka. Przez kilka miesięcy chodzili na roboty razem i z kilku jeszcze innymi. Wkrótce jednak skończyło się to wszystko. Po jakiejs grubszej, krwawo zakończonej historii, banda Morawca rozpadła się. Paru chłopców wpadło, dostali po kilkanascie lat ciężkiego więzienia. O Romanie słuch przepadł, zniknał również Litowka.
Spotkała go teraz dopiero. Dowiedziała się, że Morawca od lat już nie widział i w ogóle od dawna, zaraz po tamtej awanturze, skończył z podobnymi sprawami. Nie miał ochoty - wyznał - powędrować na szubienicę albo zginać w więzieniu. Nie każdy ma szczęscie Morawca. Zreszta i jego szczęscie może pewnego pięknego dnia prysnać jak łupinka. Osiedlił się więc na kresach wschodnich. Za pieniadze, które mu przypadły z podziału, wybudował domek i urzadził sklep z wyszynkiem.
Zadowolony był ze spotkania. Zaproponował kolację. Wstapili razem do baru. Ciagle opowiadał o sobie. Ale Anna wiedziała, że szybko zdał sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajdowała. Nie potrzebował pytać. Była ubrana zle, z tandetna jaskrawoscia, wygladała niezdrowo; chciwie, choć starała się panować nad ruchami, rzuciła się na gorace jedzenie. Gdy zaproponował jej wyjazd do Sedelnik w wiadomym celu, zgodziła się bez wahania. Nie miała nic do stracenia. W Warszawie czekał ja tylko głód, a w niedalekiej przyszłosci szpital lub żebranina pod kosciołem. Ludzie? Uważała, że wszędzie sa ci sami, jednakowo zli. Wolała więc o tym nie mysleć, cieszyć się raczej, że znajdzie się na wsi. W pewnym momencie, gdy wyobraziła sobie pola i lasy, krajobraz od tylu lat nie widziany, odżyły w niej bolesnym szarpnięciem najdawniejsze, rzadko budzace się wspomnienia. Wychynał z mroku czasu dzień wycieczki za miasto: niebo pogodne, zapach jasminów, droga ocieniona rozłożystymi kasztanami, ujadanie psów... Ale zanim posród tych migawkowych obrazów zdażyła zarysować się smiejaca twarz Pawła Siechenia, Anna wstała szybko i spytała Litowkę: zatańczymy? W jego ciężkich ramionach, pod goracym, wódka przepojonym oddechem, znikły oczy i usta, których wolała z odległosci lat nie wywoływać.
Zabawili w lokalu do póznego wieczora. Potem, po nocy, która dała Annie przedsmak tego, co ja czeka w Sedelnikach, wyjechali.
Wies powitała ja wichura i deszczem Nie potrzebował dalej mówić. Domysliła się całej historii. Jasne teraz było, skad znalazły się pieniadze na ten dom, sklep i ziemię. Ale cóż? Nie było to żadna niespodzianka. Zdziwiła się tylko, że ja niczym ta wiadomosć nie poruszyła. Własciwie powinna by się cieszyć strachem i niepewnoscia Litowki. Nie czuła jednak niczego, co by choć za ułamek radosci mogło uchodzić. Była znużona, to wszystko. Znużona zmęczeniem fizycznym, zwierzęcym, wyprutym z jakichkolwiek uczuć, chęci, pożadań.
Ostatnio coraz częsciej wpadała w taki nastrój. Nie chciała go. Ale nie chciała wówczas tylko, gdy był poza nia. W nim nie istniało tak lub nie. Czasem, gdy budziła się w srodku nocy przy boku przygodnego kochanka, ogarniało ja przerażenie, tak nagle jasnym się dla niej stawało, iż w chwili zdawałoby się wykluczajacej samotnosć była w rzeczywistosci nie do wyrażenia samotna. Samotna samotnoscia najokrutniejsza, która każdy człowiek musi raz przeżyć, choćby to miało na niego spasć dopiero w godzinie smierci. Ale czyż istnieje w życiu człowieka cokolwiek niezwykłego - myslała nieraz - co by jednoczesnie nie zbliżało ku smierci? Przy pewnym natężeniu uczuć, lub przy zamieraniu ich zbyt bezwzględnym, zawsze smierć zaglada nam w oczy.
Przemknęło jej przez głowę szybkie wspomnienie: przed bardzo wielu latami przeżyła to odkrycie po raz pierwszy. Nie zdażyła cofnać się. Zanim zdała sobie sprawę z czasu i z miejsca tej chwili, ujrzała mroczny korytarz, którym biegła na dzwięk dzwonka, drzwi otwierane, nagłe rozwidnienie się, a na schodach w pełnym swietle padajacym z okna na półpiętrze postać młodego legionisty. Jednoczesnie przypomniała sobie, że w kilka tygodni pózniej mówiła patrzac w oczy Pawła Siechenia: Kiedy zobaczyłam cię wtedy po raz pierwszy, stało się ze mna cos, czego jeszcze nigdy nie przeżyłam. Zanim spytałes się, czy tu mieszkaja państwo Podhaliczowie, patrzyłes na mnie chwilę, pamiętasz? To trwało bardzo krótko, ale mnie się wydało nieskończenie długo. Nie zdażyłam nawet dobrze ci się przyjrzeć. Spostrzegłam tylko, że jestes bardzo blady i masz smutne oczy. Tylko tyle. Ale w ciagu tej sekundy, zanim usłyszałam twój głos, wydało mi się, że umieram. Nie, nie! - zaprzeczyła szybko widzac pytanie w jego spojrzeniu. - To nie było bolesne uczucie. Radosne też nie... - dodała po chwili. - Tego w ogóle nie da się nazwać. I jeszcze raz tamtego dnia przeżyła owo uczucie zamierania, gdy zdaje się, że dawne życie uciekło, a nowe nie zdażyło jeszcze nadejsć. Było to wieczorem, na chwilę przed zasnięciem. Z krótkiej rozmowy wiele dowiedziała się o nowym lokatorze swoich opiekunów. Przydzielono mu u nich kwaterę. Był porucznikiem drugiej brygady. Niedawno, podczas walk w Karpatach, został ciężko ranny, otrzymał postrzał w lewe płuco. Własnie wczoraj opuscił szpital, lecz do całkowitego wyzdrowienia było mu jeszcze daleko, nie wiedział nawet, kiedy będzie mógł wrócić na front... Gdy leżała w ciemnosciach z zamkniętymi oczami, słyszała za sciana kroki porucznika. Nagle ucichły. I wtedy, ale jakby we snie i dlatego silniej jeszcze, przeżyła uczucie podobne do tego, które ja przeniknęło w południe stojaca w otwartych drzwiach.
Majac oczy pełne tych wspomnień, nie czuła, że od kilku minut Litowka na nia patrzy. Z poczatku, chcac sprawdzić wrażenie swoich słów, rzucił na Annę wzrok krótki i podejrzliwy. Ale gdy nie zauważył w zarysie jej lekko pochylonej postaci żadnej gwałtowniejszej zmiany, uspokoił się. Uwierzyła - przemknęło mu przez głowę. Tym lepiej. Jesli na starosć zaczynała podobnie głupieć, dlaczego nie miałby dalej mówić? Korciło go, aby podzielić się z Anna swymi obawami w zwiazku z osoba Nawrockiego. Co znaczył jego smiech? A te pytania tak lekko, niewinnie na pozór, bez żadnej zdawałoby się ukrytej intencji rzucane? A to musi pan milczeć? Nie, to niemożliwe - wydało się Litowce - aby Nawrocki mógł się czegokolwiek domyslać. Skad? Jakim sposobem mógłby wpasć na trop tych starych, przebrzmiałych historii? Udawał, że wie, o tak! to co innego, udawanie i wygrywanie na tym to stała policyjna metoda. Zaplatać upatrzona ofiarę w sieć pytań, domyslników, niespodziewanych skojarzeń, aby pózniej w odpowiedniej chwili jednym rzutem zacisnać pętlę. Ale to nie ze mna! - usmiechnał się do nieobecnego wroga - ze mna nie pójdzie tak łatwo. Jeszcze nie zna mnie. W tej samej jednak chwili zdał sobie sprawę, że jesli jest już mowa o walce pomiędzy nim a Nawrockim, to przecież pierwsze w niej kroki przyniosły niewatpliwy triumf posterunkowemu. To on przez cały czas górował spokojem, on umknał w porę z dosć sliskiego dla siebie terenu, jemu udało się z kolei uchwycić inicjatywę w swoje ręce i najzaczepniejsze wypady przemycić pod maska niefrasobliwego i przyjaznego usmiechu. Wspomniawszy swoje zachowanie, zwłaszcza chwilę, w której tak nieopatrznie pozwolił sobie wyskoczyć ze skóry, Litowka znowu się zaniepokoił.
Zrozumiał, że dopóki jakims umiejętnym posunięciem nie zaskoczy z kolei Nawrockiego, dopóty ta pierwsza porażka ze zjadliwa natarczywoscia wciskać się będzie w każda rozmowę z posterunkowym, w każda mysl o nim. Zawsze będzie już strona skazana na bronienie się, wymykanie i kluczenie. A czyż nie tego chciał Nawrocki? Czy nie tędy wiedzie droga do ostatecznego zaplatania się i uwikłania?
Bezsilny gniew chwycił Litowkę. Och, gdyby mógł przychwycić tego szczeniaka, gagatka z ładna buzia i delikatnymi łapkami, wziać go w swoje obroty i rozprawić się po swojemu, raz na zawsze. Ba! tylko jak się do tego zabrać? W dużym miescie wiedziałby, co robić. Tam wystarczyłaby nocna godzina, pusta ulica. Ale tu, gdzie wszystkie zdarzenia wypływaja na wierzch jak wzdęte trupy wyparte wirami z dna rzeki? Zamyslił się. A może... taka noc jak dzisiaj, wiatr... może Anna? Uderzony niespodziewanym pomysłem, spojrzał na nia.
Siedziała przed lustrem ciagle odwrócona plecami, w taki jednak sposób przechyliła głowę, iż nie ruszajac się mógł ze swego miejsca dojrzeć profil. Wyraznie rysował się na tle rozstawionego pod sciana parawanu, tylko swiatło lampy padajac z boku poszerzało cokolwiek linię policzka. Dzięki temu na pierwszy rzut oka twarz Anny wydawała się obrzęknięta.
Litowce zamarły słowa, które miał na końcu języka. Uczuł w sposób nieokreslony, że powinien natychmiast odwrócić głowę. Jednak nie mógł oderwać oczu od siedzacej. Miał wrażenie, że ulega niezrozumiałemu nakazowi, równie ohydnemu i przerażajacemu, jak obraz, który go natarczywie pociagał. Musiał patrzyć. Twarz Anny, nienaturalnie nabrzmiała i blada, robiła wrażenie umarłej. A przecież żyła. Żyła w bezsilnym opadnięciu dolnej wargi, w oku jakby oslepłym, w tępym skurczu mięsni, których napięcie sparaliżowało Litowce oddech. Widział w swoim życiu wiele twarzy sciętych nienawiscia, ale w żadna z nich nienawisć nie wessała się piętnem tak szczególnym, jak w tę, która miał przed soba. Przed wielu laty na froncie zobaczył pewnego dnia ludzi zatrutych gazami. Noca rozswietlona dalekimi błyskami, wsród złowrogiej ciszy zbierano ich z pola. Na ziemi szarej, jakby przysypanej popiołem, wtłoczone w leje i wyrwy leżały nieruchome, dziwacznie pokurczone ciała o twarzach - gdy je oswietlono - straszliwie zmienionych, zsiniałych, zastygłych w natężonym grymasie. Twarz Anny zdawała się również ulec zatruciu. Była w niej ta sama upiornosć, co w tamtych ludziach z okopów: zamazanie granic pomiędzy nienawiscia, strachem i cierpieniem, wzajemne przeniknięcie tych wszystkich uczuć, milczacy osad, chłód.
Ciszy w pokoju żaden szelest nie macił. To tylko dokoła, góra i bokami, wiatr bił z niezmienna zaciekłoscia, gwałtowne i czarne przypływy napierały na sciany. Jak mały i watły wydał się nagle Litowce dom! Jeszcze jedno silniejsze uderzenie i niby okręt zerwany z kotwicy zawiruje krucha łupinka wsród sprzecznych pradów, aby na oslep zanurzyć się w burzliwy odmęt. Kto zatrzyma jego bieg?
Wtem cos miękkiego otarło mu się o nogi. To Makarek. Kopnał go podrażniony
nieruchomości
deweloperzy
budownictwo
kredyty mieszkaniowe
kredyt mieszkaniowy
|